ODKRYĆ TRIDUUM PASCHALNE - słów kilka o Wielkim Czwartku

 

Niech będzie pochwalone Imię Pańskie!

Kochany Czytelniku jakiś już czas biję się z tą myślą, że zbliżają się najważniejsze dni dla człowieka, który przyznaje się do Boga w Trójcy Osób, zbliża się uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, i dokładnie z tego tytułu, chyba dobrą rzeczą byłoby nakreślić, także i tutaj, te więcej niż kilka słów, żeby może te dni rzeczywiście przeżyć, może dowiadując się czegoś nowego, może tę posiadaną już wiedzę rozszerzając o jakiś tam komentarz jakiegoś tam duchownego. Dlatego postanowiłem, że także podczas tych naprawdę ważnych dni, jak Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota, czy już wspominana sama i uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, trochę Ci potowarzyszę, na miarę swoich możliwości.

Nasze wspólne kroczenie po tych ścieżkach Pana rozpoczniemy więc od wielkoczwartkowego klimatu. Tego bowiem dnia wspominamy, jak to Pan Jezus de facto sprawował pierwszą w historii Mszę Świętą. Stąd nasze wpatrywanie tegoż dnia kierujemy na dwa sakramenty – Eucharystię i Kapłaństwo. Jedno bez drugiego nie ma bowiem racji bycia, jedno z drugie wynika, a razem wzajemnie się przenikają i uzupełniają.

Wielki Czwartek to dla każdego księdza, w tym, rzecz jasna, dla mnie, naprawdę ważny dzień. Tego dnia nie sprawuje się Eucharystii rano, co – nie przeczę – zawsze powoduje niemały uśmiech na twarzy, bo można odrobinę dłużej pospać/poleżeć z samej natury rzeczy (śmiech). Dzieje się tak dlatego, że do południa Msza Święta, jaka wówczas może być sprawowana, to Eucharystia w katedrze, a już na pewno pod przewodnictwem biskupa ordynariusza, gdzie w otoczeniu swoich prezbiterów, a także pozostałych wiernych, odprawiana jest tzw. Msza Święta Krzyżma. Właśnie wówczas błogosławi się oleje chorych, używane przez cały następny rok (do kolejnej wielkoczwartkowej Mszy Krzyżma) do sakramentu Namaszczenia Chorych, a także Krzyżmo – w skrócie taki rodzaj oleju, którym również przez resztę roku namaszcza się nim nowo ochrzczonych, a także nowo bierzmowanych, jak i nowo wyświęcanych kapłanów. Krzyżmo to więc swego rodzaju pieczęć, która niezatarta stanowi znak przynależności Boga, mówiąc w naprawdę wielkim skrócie.

Ilekroć mogę zobaczyć, jak błogosławi się wspomniane oleje, to naprawdę za serce łapie mnie osobiście jeden taki maleńki moment podczas poświęcenia krzyżma, jak to ordynariusz jako główny celebrans dosłownie chucha na przyniesione doń oleje. To tchnienie w ogóle podczas liturgii jest właściwie tylko wtedy w ciągu całego roku liturgicznego na przestrzeni wszelkich możliwych liturgii w ogóle. Dawniej w rytuałach katolickich tchnienie kapłana było częstsze, między innymi podczas sakramentu chrztu świętego, kiedy to celebrans tchnął w pewnym momencie rytualnie na dziecko, niejako również uświęcając je także swoim własnym oddechem, jako „alter Christus”. Po Vaticanum II jednakże tchnienie zostało zarezerwowane ordynariuszowi miejsca właśnie święcąc krzyżmo podczas Wielkiego Czwartku. To naprawdę ważny moment i warty zaznaczenia, bo biorąc pod uwagę fakt swojej jedyności w liturgii stanowi niejako mniej lub bardziej oficjalniejszy dowód ciągłości między liturgią, jaką znamy w większości dziś, a tą, która miała miejsce po Soborze Trydenckim, która jako „nadzwyczajny ryt” zyskuje dziś coraz większą popularność, niejako wracając do łask, jeśli można to tak określić. Jeden wydech, a ile pokazuje!

No ale o ile ta liturgia jest ważna dla takich zainteresowanych, jak przede wszystkim duchowni, odnawiający podczas niej swoje przyrzeczenia kapłańskie, dla takich także, jak diakoni, którzy patrzą na świeżuteńkie, niejako dla nich święcone krzyżmo, podobnie może i bierzmowani, czy też przygotowujący się do chrztu – swojego lub swoich dzieci -, to jednak tego dnia ogromnie ważna jest liturgia wieczorna, Msza Wieczerzy Pańskiej.

W ogóle na samym początku tego właśnie tematu, musimy sobie wyjaśnić pewną ważną kwestię. Otóż gdyby tak spytać pospolitego zjadacza Chleba Eucharystycznego, jakie w ogóle mamy dni w Triduum Paschalnym, to większość powiedziałaby, że to Wielki Czwartek, Piątek i Sobota. I choć na pierwszy rzut oka zdawałoby się to oczywiste, to jakby na to nie patrzeć… TO BŁAD! Triduum Paschalne to Wielki Piątek, Wielka Sobota i Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego. Wtedy Triduum Paschalne z samej tylko swojej nazwy, konkretnie mowa o swojej "paschalności", to takie rozumowanie ma naprawdę sens wiele logiczniejszy. Jak to więc się liczy, i czemu umniejszamy znaczeniu Wielkiemu Czwartkowi w tym znaczeniu? Nic bardziej mylnego – bo…. I Wielki Czwartek jest w Triduum! Ale jak to w końcu? Otóż, kochany Czytelniku, jesteśmy od samego początku przyzwyczajeni do liczenia doby od północy do północy – oczywista oczywistość. Jednakże, dając konkretny przykład, przez cały rok, pod kątem liturgicznym, tydzień w tydzień, w wielu parafiach spotykamy to inne "liczenie" jeden raz w tygodniu. Dzieje się to wieczorem w sobotę, kiedy gdzieniegdzie sprawuje się tego sobotniego wieczora Mszę Świętą z niedzieli. Otóż nie jest to tylko uśmiechem kapłana i jego wyrazem zrozumienia, że może pracujesz w niedzielę i nie możesz wówczas być na stricte niedzielnej Eucharystii, stąd w sobotę poprzedzającą masz taką możliwość. Nie, choć uprzejmość kapłana jak najbardziej bywa towarem deficytowym i warto ją zwiększać i hojności w jej darowaniu nie stawiać tamy 😉. Msza Święta w sobotni wieczór może być już niedzielną, bo odmawia się popołudniem/wieczorem Pierwsze Nieszpory danej niedzieli, które stricte rozpoczynają dosłownie Dzień Pański. Ten jeden raz w tygodniu – a jest ich w roku przecież pięćdziesiąt dwa okazje – na własne oczy widzimy, że doba czasami jednak nie zaczyna się dopiero północą, a już wcześniejszym wieczorem właśnie.

W przypadku Triduum Paschalnego dzieje się praktycznie tak samo. Oto bowiem na te trzy dni do głosu przebija się i to znacząco... Księżyc. Począwszy od faktu, że to właśnie poniekąd on ustala datę Wielkanocy (bo po pierwszej pełni Księżyca na wiosnę, po 21 marca, najbliższa niedziela to Niedziela Wielkanocy, a w przypadku Żydów – to termin ich paschy), tak również biorąc pod uwagę właśnie kalendarz księżycowy, którym w Triduum się kierujemy, to trzeba precyzyjnie ustalić, że idąc na wieczorną Mszę Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek, już wychodząc z niej będziesz w Wielkim Piątku. Tak więc takim swego rodzaju sworzniem łączącym dni Triduum jest liturgia! Dlatego właśnie kiedy poniekąd kończysz Wielki Czwartek idąc na wieczorną Mszę, rozpoczynasz Wielki Piątek, a tym samym Triduum Paschalne. Analogicznie – w Wielki Piątek wieczorem pójdziesz na Liturgię Męki Pańskiej, która rozpocznie Wielką Sobotę, a w Wielką Sobotę – jak w sumie w każdą z pięćdziesięciu dwóch wszystkich w roku, o czym już wspomniałem – rozpoczniesz niedzielę, tu konkretnie Wielkanoc.

No ale poza tą ważną ciekawostką Triduum – wejdźmy wreszcie w teologię Mszy Wieczerzy Pańskiej. Jej takim charakterystycznym momentem będą dwie rzeczy – obrzęd umycia nóg, i procesja do tzw. Ciemnicy, ale o nich za moment. Z perspektywy bowiem księdza to na początku tutaj trzeba stwierdzić, że liturgia tego dnia jest bardzo miła, kiedy to na samym początku wierni składają życzenia, ciepłe słowa pełne serdeczności swoim kapłanom w ich dzień. W świecie, kiedy na człowieka ubranego w sutannę, gdzie za sam ten jedynie fakt, wylewa się niejednokrotnie pomyje, zamiast ogólnego szacunku z tytułu bycia w służbie zaufania publicznego, nie jest to takie oczywiste. Oczywiście nie twierdzę, że za sam fakt chodzenia w sutannie czy sprawowaniu sakramentów, zanoszeniu modlitw do Boga za swoje owieczki, winien należeć się komukolwiek szacunek, jak to miało miejsce w dawnych czasach, gdzie księży między innymi ot tak całowało sie po rękach. Wielu księży zapracowało sobie, niestety, na te w/w pomyje przez swoje lenistwo, opieszałość, kunktatorstwo, podejrzane konszachty z różnymi ludźmi, różnymi środowiskami, przez podwójne życie, żądze pieniądza i nie tylko tego. I właśnie tutaj chcę też wspomnieć, że tak potrzebne słowa wsparcia dla księży, szczególnie tych szufladkowanych, rodzą we mnie mieszane uczucia. Bo oczywistym będzie stwierdzenie, że miło i sympatycznie słuchać takich dobroci od swoich Parafian, a i nie tylko w sumie, ale jednak gdzieś z tyłu głowy krzyczy ktoś mi w środku – "mogłem lepiej, mogłem bardziej, mogłem być lepszym, tyle krzywdy, złości, bólu i łez idzie za moją posługą, za moim życiem, że nie zasługuję na takie słowa dobroci i miłości"… Tutaj właśnie wychodzi, jakim jestem osłem, także tym z Niedzieli Palmowej… To wszystko dobro przecież jest ze względu na Chrystusa, Który chciał mnie w Swoim kapłaństwie, Który pozwolił mi w nim współuczestniczyć… Stąd zawsze od pytania, jakim jestem księdzem, a jakim powinienem, pojawią pytania, jakim jestem mężczyzną, jakim Polakiem, jakim synem, bratem, kuzynem, jakim jestem przyjacielem, jakim jestem człowiekiem, a odpowiedzi są różne, niestety…

Idąc dalej, Eucharystia tego wieczoru mówi o przyjaźni Chrystusa, Jego miłości do swoich uczniów, w tym i także do nas, do mnie i do Ciebie, drogi Czytelniku. Tu należy rzeczywiście zadać sobie pytanie - Jak przeżywam Eucharystię? Bowiem nam się wydaje, że najważniejsze w Eucharystii jest to, co się dokonuje w tej płaszczyźnie poziomej - pomiędzy mną, siedzącym w ławkach czy na krzesłach, a ołtarzem. Nie do końca. Najważniejsze jest to, co dokonuje się w tej rzeczywistości pionowej - pomiędzy ołtarzem a niebem. Tu, na tym ołtarzu, ofiarujemy Bogu Ojcu samych siebie wraz z ofiarą Ciała i Krwi Chrystusa. Ofiarujemy tę intencję, te osoby, które polecamy w danej Mszy Świętej. Czy uczestniczymy w tej rzeczywistości? Czy też jesteśmy tylko biernymi słuchaczami z założonymi rękami i nogą na nodze? Do kościoła przyjdę, bo muszę, ale buzią nie ruszę. Czy nie traktujemy Eucharystii tylko jako obowiązku, i to tego całkiem przykrego? Mistycy, także współcześni, mówią nam, że, przy ołtarzu, w czasie każdej Eucharystii, nawet gdyby tylko sam kapłan był w kościele, jest całe niebo. Dookoła ołtarza stoją aniołowie, święci, męczennicy wszystkich wieków, nasi aniołowie stróżowie. Czy my oczami wiary dostrzegamy kiedykolwiek to nadprzyrodzone sacrum?

Jeszcze słów kilka o obrzędach charakterystycznych, jak obmywanie nóg podczas tej liturgii. Czynimy to oczywiście na pamiątkę obmycia, jakiego dokonał sam Chrystus, Syn Boży, swoim Apostołom. Sam Bóg obmywa nogi pierwszym biskupom świata. A czyni to tym bardziej ze względu na to, żeby zawsze pamiętali, że kapłaństwo to nie tytuły i godności, nie świecące blaskiem czystości sutanny, czy zaszczyty wśród różnych kast świata, ale służba. Jeśli sam Bóg obmywa nogi człowiekowi – to i kapłan z natury rzeczy musi zakasać rękawy i służyć, każdemu. Kardynał Grzegorz Ryś miał powiedzieć kiedyś, że człowiek, który służy Bogu, ostatecznie odkryje, że tak naprawdę, to Bóg służy człowiekowi. Taki jest sens i znaczenie tego obrzędu, niech nie braknie go także w Twoim kościele, Czytelniku.

Co się zaś tyczy procesji do tzw. Ciemnicy, sprawa jest prostsza o tyle, że to symboliczne miejsce, mające odniesienie do więzienia Pana Jezusa przed swoim wyrokiem. Ten Jezus, Który już zaczął prawdziwie swoją mękę - jesteśmy bowiem już po scenie modlitwy w Ogrójcu, gdzie tam cierpiał na tyle mocno, że pocił się krwawym potem, tam już widział nasze grzechy, tam czuł ciężar najdrobniejszego grzechu mojego i Twojego - tam rozpoczął mękę najokrutniejszą, bo tę psychiczną, duchową, wewnętrzną, a ten, który wie, jak wielki to ból wewnętrzny, czasem lżejszy od naprawdę bestialskich mąk fizycznych, może poświadczyć to z całą pewnością. Później bity, torturowany już właśnie w więzieniu, rzucony do cysterny, odpowiednika naszej ciemnicy, i to wszystko za co? Bo był wcieloną Miłością, był Listem Miłosnym do każdego człowieka, w tamtym momencie niejako podartym, zgniecionym, wrzuconym wręcz w ogień… Na pamiątkę tychże mąk udajemy się z Najświętszym Sakramentem do wyodrębnionego miejsca w świątyni, aby w ciszy, do momentu Liturgii Męki Pańskiej, o której powiem Ci co nieco jutro, kochany Czytelniku, kontemplować Jego miłość do człowieka. Niech nie zabraknie i Ciebie przed Bogiem, Który z miłości przyjął ludzkie, słabe ciało, z miłości oddał się człowiekowi, aby ten Go zabił w okrutny sposób, a teraz z miłości jest Chlebem, abyś Go spożył i miał życie.

Pomódl się wówczas za tych, których kochasz, za Twoich bliskich, jakich na Twojej drodze postawił Pan, ale nie zapomnij i o tych, których słowem, czynem, odtrąceniem, plotką, obojętnością i innym plugastwem wrzuciłeś/aś do takiej ciemnicy. Przebacz też tym, którzy to Tobie taką krzywdę poczynili, bo miłość i przebaczenie promieniują z tej mrocznej i cichej ciemnicy – tej w kościele, jak i - "dej Ci, Boże" - tej, która się nazywa Twoje serce…

Komentarze

Anonimowy pisze…
💚
JoAnna pisze…
Bóg zapłać 🙏🏻

Inne "wypociny"