IV Niedziela Wielkiego Postu

Niech będzie pochwalone Imię Pańskie!
Dziś kolejny dzień naszego życia, kolejna niedziela. Ta jest szczególniejsza z powodu chociażby przesunięcia zegarów na czas letni. Jak co roku pojawia się dyskusja, czy na dzisiejsze czasy jest tego w ogóle sens, ale jakoś nikt nie poddaje w dyskusję, że na mocy umowy między danymi państwami, nie dość że w ogóle mamy mało czasu, to jeszcze jesteśmy okradani z godziny. To boli, mimo, że pod koniec października zostanie nam oddana. 
Ale nie jest to główny powód wyjątkowości tej niedzieli. Otóż dzisiejsza niedziela jest zwana niedzielą "laetare". Nazwa wywodzi się od pierwszych słów antyfony mszalnej na ten dzień. Spytasz czym jest antyfona, zapewne. Antyfona to najczęściej krótki fragment, najczęściej wyjęty z Pisma Świętego, który sam w sobie użyty na samym początku Mszy Świętej ma wprowadzić wiernych do modlitwy. Obecność organisty powoduje, że często nie słyszymy tej antyfony, bo śpiewamy daną pieśń, a szkoda z jednej strony, bo ucieka nam spore bogactwo Pisma Świętego i pomoc w przeżyciu liturgii.
Antyfona dzisiejsza, wracając do wspominanej niedzieli, brzmi następująco: "Lætáre, Ierúsalem, et convéntum fácite omnes qui dilígitis eam: gaudéte cum lætítia, qui in tristítia fuístis: ut exsultétis et satiémini ab ubéribus consolatiónis vestræ". W wolnym tłumaczeniu zaś otrzymamy następujący tekst: "Raduj się, Jerozolimo, zbierzcie się wszyscy, którzy ją kochacie. Cieszcie się, wy, którzy byliście smutni, weselcie się i nasycajcie u źródła waszej pociechy ". (Por. Iz 66, 10-11) Mowa więc o radości.
Naturalnym będzie, że kiedy mowa o radości, to każdy pomyśli o tym, co takową radość sprawia. Nawet ja sam w tej chwili myślę o kilku osobach, o wielu sytuacjach, także miejscach. Ale nie zapominając o trwającym Wielkim Poście nie będzie odkryciem, że chodzi o inny rodzaj radości. Dziś tak jakby Kościół w swojej mądrości a zarazem bezpośredniości mówi każdej i każdemu - "już połowa, dasz radę, trwaj!". Dlatego dziś, a może to uczynić tylko dwa razy w roku, celebrans ma prawo założyć na siebie ornat koloru różowego, ponieważ fiolety wynikające z symbolu pokuty, w tym wielkopostnej, łączymy z bielą radości jako takiej.
Jakby tak pomyśleć, to róż powstaje także z połączenia bieli i czerwieni, a ta ostatnia to symbol obecności Ducha Świętego, jak i symbol męczeństwa, ofiary z życia. I wiesz co? Pomijając wszelkie formy genderyzmów, czy ideologii lgbtq+, i cokolwiek co za tym idzie - może się zgodzisz ze mną, może nie, ale tak patrząc, kolor różowy jawiłby się jako najbardziej chrześcijański kolor, jaki jest. Róż stanowiłby symbol życia jako takiego, gdzie w życiu nie powinno zabraknąć w telegraficznym skrócie tych właśnie spraw - pokuty, jej owoców, ofiary dla Boga, jak i drugiego człowieka, ale i radości i co ona sobą wnosi, a radość to także owoc obecności Ducha Świętego w życiu chrześcijanina. No serio, to jest idealnie przemyślane.
Raduj się, Jerozolimo, Raduj się!
Życzę Ci nie tyle różowych okularów, co bardziej różowego serca!



Komentarze

JoAnna pisze…
Radujmy się, radujmy! Wszystkiego co najpiękniejsze Ks Krzysiu, niech Bóg zsyła na Ciebie zdroje swoich łask, niech błogosławi, a najczulsza ze wszystkich Mam Maryja Ciech Cię strzeże jak najdroższego klejnotu w swojej koronie ♥️💯🎊
Włodarz pisze…
Kochana Asiu, ślicznie dziękuje Ci za pamięć, ale tym bardziej i za modlitwę, i o takową proszę nieustannie ;)

Inne "wypociny"