ODNOWA KOŚCIOŁA PRZEZ LITURGIĘ - MIEJSCE (II)

Miejsca Ci pod dostatkiem. Na zdjęciu wnętrze kościoła WNMP w Lipnie


Drogi Czytelniku! Skoro tu jesteś, to mam prawo wierzyć, że – idąc kolejno od mniej do bardziej prawdopodobnych racji – albo zainteresował Cię temat, albo jesteś tutaj (nie)przypadkowo, albo chcesz kontynuować zagadnienie „Odnowy Kościoła przez Liturgię”, albo machinalnie kliknął Ci się akurat ten odnośnik do tychże wypocin. W każdym jednak z wcześniej wymienionych scenariuszy bardzo się cieszę, że tu jesteś i czytasz to, co mam w swoim sercu, a w jak najbardziej przystępny sposób pragnę to oddać, choćby literą.

Powoli oddalając się od wstępnych zagadnień, stwierdzić należy, że akurat ten artykuł to drugi z serii mówiącej o tym, że odnowić wspólnotę Kościoła Katolickiego można – a ja (i nie tylko) nawet uważam, że NALEŻY – przez liturgię. Poprzedni post dotyczył – żeby być precyzyjnym – przekroczenia progu świątyni (sic!). Wydawać by się mogło, że taka czynność jest wręcz automatyczna, a jednak… Ale po więcej szczegółów – odsyłam tamże, jeśli tego jeszcze nie uczyniłeś/aś. Odnośnik pod spodem:

Odnowienie Kościoła przez Liturgię - WEJŚCIE

Jeśli zaś mogę kontynuować, co po wejściu do kościoła zrobić należy, to – jakkolwiek to zabrzmi znowuż prosto – trzeba znaleźć swoje miejsce! To zdanie jest głębszym, niż Ci się wydaje, zaufaj mi. Bo kiedy literą mogę wyodrębnić, czym jest kościół, a czym jest Kościół, to dobrze pochodzić z tym zdaniem, że oto właśnie naprawdę dobrze jest, jest rzeczą godną pochwały, żeby znaleźć swoje miejsce w obydwu – kościele i Kościele. Ale poniekąd nie chcę się teraz zajmować bardziej społeczno-moralno-teologicznymi kwestiami miejsca we wspólnocie Kościoła, co o ileż bardziej zająć się chcę tak z pozoru prostą, prozaiczną wręcz sprawą, jak poszukiwania ławki, krzesła, czy po prostu metra kwadratowego kościelnej podłogi, które będą Twoim miejscem podczas celebracji liturgii, a musisz wiedzieć, że im prostsza wydaje się w tym względzie rzecz, tym ma ona swoje głębsze prerogatywy, co postaram się zaraz Ci udowodnić.

Chciałbym z całą mocą uczulić Cię, że miejsce miejscu w świątyni równe nie jest, a pod kątem historycznym, o czym za parę chwil sobie powiemy – nigdy równym nie było, a jak tak się zastanawiam bardziej nad tym – oby tak zostało. Porządek bowiem, który tak często podziwiamy w skali kosmicznej, jak chociażby nasz Układ Słoneczny, czy uporządkowanie np. swojego miejsca pracy w ramach przepisów BHP, czy uporządkowanie norm i hierarchii w życiu – wszystko to kojarzy nam się raczej na ogół z bardzo pozytywnymi cechami. Myślę, że niejeden nawet anarchista nie lubiący z zasady porządku jako takiego, jest w stanie powiedzieć, że w swoim nieporządku widzi porządek, jakim się kieruje. Stąd – porządek także miejsc w świątyni od zarania dziejów ma i będzie mieć swoje głębokie znaczenie.

Trochę się rozpisuję, a zauważmy, że tematem jest po prostu miejsce na liturgii. Dlatego robiąc swego rodzaju przeskok, ogromnie ważne jest, aby miejsce, które sobie upatrzysz w świątyni było przede wszystkim sprzyjające duchowi modlitwy, aby Ci pomagało w tejże modlitwie, aby była ona względem Twoich odczuć zadowalająca, aby ewentualne rozproszenia, jakie na liturgii się pojawią, miały mniejszy dostęp do Twoich modłów. Naturalnie więc byłoby Ci doradzić, żebyś nie wchodził do świątyni na ostatnią chwilę, bo nie dość, że nie będziesz skoncentrowany, wyciszony przed rozmową z Bogiem, to co „intratniejsze” miejsca (siedzące) będą zajęte. Wtedy na ogół jesteś skazany/a na stanie na własnych nogach przez czas liturgiczny – a ten już generalnie zależy i od okoliczności, jak i – bywa – predyspozycji kapłana 😉Lepiej więc jest przekraczać próg świątyni troszkę wcześniej niż podpowiada logika zegarka.

Jako ksiądz mógłbym Ci również podpowiedzieć, żebyś zajmował/a miejsce bliżej ołtarza, gdzie dzieje się cała akcja liturgiczna. Bo chociaż w liturgii po Soborze Watykańskim II mamy zdecydowanie mniej rytuałów i gestów niż w czasach liturgii trydenckich, to jednak co innego jedynie słyszeć liturgię, a co innego jeszcze widzieć, co się podczas niej dzieje, a co w kontekście tematu odnowy przez liturgię – samo słuchanie zdecydowanie takowej nie pomoże i pomóc nie jest w stanie. Bywa, że każdy z nas, szczególnie wtedy, gdy na liturgię chodzimy choć troszeczkę systematycznie, to na ogół to swoje miejsce, na którym czuje się komfortowo w modlitwie raczej ma, a nawet się lekko zdenerwuje, że ktoś ewentualnie już je zdążył zająć. W każdym razie ważne, żeby przy tym mieć na względzie także jednak ten kontakt wzrokowy z ołtarzem. Czasami ta „swojkość” miejsca jest na tyle silna, że ciężko komuś wówczas zająć inne. Takim przykładem są choćby moi rodzice. Jadą do kościoła przecież razem, razem też do tego kościoła wejdą, ale każde z nich zajmie „swoje” miejsce, a te – akurat w tym rodzicielskim przykładzie – naprawdę nie są blisko od siebie. Z jednej strony może to być raczej godne pochwalenia, bo zależy im wtedy bardziej, kładą większy nacisk na wygodzie modlitwy, niż na sobie, poniekąd. Z drugiej jednak strony, z perspektywy ołtarza zupełnie inaczej kapłańskie serce się cieszy, kiedy widzi razem całe rodziny przed jednym Bogiem, pokazując zarazem młodemu pokoleniu, może i tłumacząc, co się w danej chwili liturgii dzieje.

Dziś więc widać pełen komfort w zajmowaniu miejsca, aby – jak to się nam żywnie podoba – modlić się jakby „u siebie”, w „swojej” ławce, i to indywidualnie, bądź wspólnie, zajmując wówczas miejsca całymi rodzinami. Ale nie zawsze tak było. Tak oto przechodzimy płynnie do historii. Miejsca w świątyni nie mogły być tak samo równe i ważne, skoro każdy człowiek pełnił różne role w społeczeństwie, w rodzinie, a więc i we Wspólnocie Wierzących. Już Ojcowie Kościoła rozróżniali dwie generalne role w Kościele – kapłańską (męską) i macierzyńską (kobiecą). Dobór miejsc w świątyni nie mógł więc być przypadkowy, jak to ma dziś - nomen omen - miejsce. Inne miejsca mogli zajmować mężczyźni, inne kobiety. Wzięło się to z jeszcze wcześniejszych czasów, w tym i Jezusowych, kiedy to bazując na kulturze judaistycznej – nie pierwszy zresztą raz – istniał podział świątyni, który postaram się oddać w grafice, w takim szerszym zarysie.

Oczywiście znawcy kultury judeistycznej mogą dopatrzeć się różnych niuansów, aczkolwiek to tylko OGÓLNY schemat świątyni, co podkreślam nie pierwszy raz


Bazując na tym porządku, przez epokę Ojców Kościoła, także i w „erze trydenckiej” istniał także podział świątyni chrześcijańskiej, co widać szczególnie w zabytkowych kościołach. Mniej więcej – z naciskiem na „mniej” - przedstawia się to w taki sposób, jak na poniższym schemacie. (Proszę przy tym zauważyć, cokolwiek sądzisz w tematyce współczesnych trendów „feminizmów wojujących”, że tak to nazwę, że kobiety jakby „zyskały równouprawnieniowo" na takim układzie świątynnym, co warto podkreślić, kiedy wielu zarzuca Kościołowi wprost coś przeciwnego.)

Pozwoliłem sobie nanieść już poprawki po Vaticanum II, a trochę symbolicznie również bazowałem na planie krzyża, co nie jest jedyną formą świątyni chrześcijańskich. Schemat również OGÓLNY, znowuż to celowo podkreślam.

Swoją drogą, to jeśli chcesz usłyszeć więcej ciekawostek na temat wątku teologiczno-architektonicznego kościoła– bo sam widzisz, ile to wszystko tutaj zajmuje miejsca -  to odsyłam też do swojego filmiku na platformie YouTube, kiedy o tym także wspominałem.

PRZYGODA1989 i ciekawostka architektoniczna kościołów - czym jest ŚCIANA TĘCZOWA

Żeby uzmysłowić Ci, że to nie jest kwestia zamierzchłych czasów, nadmienię w tym momencie, że w moim rodzinnym domu po dziś dzień domownicy używają na odróżnienie strony lewej od prawej kościoła nomenklatury „damskiej” i „męskiej” strony. Do dnia dzisiejszego żywym przekonaniem jest u wielu osób, że pod chórem, czy w kruchcie kościoła zazwyczaj są osoby niekoniecznie narzucające się Panu Bogu zbytnio. Tu przepraszam wszystkich, których akurat to miejsce w kościele jest ulubione, no ale stwierdzam fakty – po prostu wielu tak uważa, a tłumaczy ich pogląd poniekąd schemat kościoła załączony nieco wyżej.

Już nawet nie zaczynam głębiej tematu, jak to kiedyś znamienitsi parafianie, lub Ci, których było na to wprost stać, mieli centralnie swoje miejsca, oznaczone jakąś tabliczką własności. To o tyle był (bo dziś raczej się nie słyszy o tego typu praktyce) ciekawy zwyczaj, że proboszcz danej parafii, chcąc na przykład pozyskać jakieś fundusze na wszelkie prace konserwatorskie, także i w taki sposób mógł rzeczony stan rzeczy uzyskać. Ale o tym, jak ocenić takie działania, to zostawiam pole manewru już Czytelnikowi, gdyż do absurdalnej wręcz wielkości urósł ten materiał do tej właśnie chwili, a jeszcze jakoś zgodnie z normami języka polskiego, trzeba byłoby go zakończyć...

No dobrze, jeśli dotrwałeś/aś aż dotąd, to szczerze podziwiam. Przypomnę, bowiem, że ten niemały słowotok jest tylko o zajmowaniu miejsca w świątyni, Zarysować należy jeszcze jedną kwestię w tej dywagacji. Otóż jeśli już zajmiesz to „swoje” miejsce, gdzie by ono miało już nie być, to najważniejsze, żebyś wykorzystał/a te parę chwil zanim rozpocznie się akcja liturgiczna asysty (bo dla Ciebie akcja liturgiczna zaczęła się przy kropielnicy, wchodząc do świątyni). Dobrze byłoby wówczas się wyciszyć, uspokoić oddech, zapanować nad swoimi myślami, już kończyć kiwanie głowy na nieme „dzień dobry” sąsiadom i sąsiadkom z ławki, i ukierunkować swój umysł i serce na Boga i na to, że zaraz doświadczysz Jego Boskiej obecności, Boskiej mocy, po którą w sumie przecież przychodzisz na liturgię.

Łatwo powiedzieć, prawda? O tym wyciszeniu powiem Ci szerzej już jednak w trzeciej odsłonie katechezy, bo i tym temacie też popłynę, coś mi się wydaje, a i tak całkiem długo pewnie zajmie Ci czytanie tego materiału. Dlatego tutaj postawię kropkę mówiąc na koniec, niczym w dobrym hollywood’zkim serialu – TO BE CONTINUED 😉

P.S. Jak już tyle poczytałeś/aś to zapraszam do sekcji komentarzy, nie wstydź się, hehe

Komentarze

JoAnna pisze…
Szczęść Boże!
Księże ta seria jest bardzo ciekawa, mogłabym czytać czy słuchać o sprawach tu poruszanych jeszcze więcej i więcej...więc się ksiądz nie krępuje i wylewa szerokim strumieniem z serca płynące nauki 😄🙂🥰.
Z nieukrywaną niecierpliwością, (pracując nad sobą )..powiem, że czekam cierpliwie na ciąg dalszy tej serii 😁👍
Anonimowy pisze…
Z tą kruchtą to to trafił Ksiądz w 10tke jestem w kościele (żeby siedzieć na swoim miejscu) minimum 20-25 minut przed Mszą Świętą i muszę w każdą niedzielę wysłuchać najnowszych wiadomości z tygodnia cen pasz i płodów rolnych gdzie kto i co zrobił i faktycznie zamiast się modlić zastanawiam się po co oni tu przychodzą pogadać czy wypróbować moją cierpliwość bo naprawdę mam ochotę ich ochrzanić
Włodarz pisze…
A muszę przyznać, że o tym nawet nie pomyślałem, że takie bezcenne info można tam zdobyć, hehe. No ale cóż... Kruchta zobowiązuje na ogół, niestety w taką niezbyt dobrą stronę, więc i tak szczerze gratuluję cierpliwości 😉

Inne "wypociny"