ODNOWA KOŚCIOŁA PRZEZ LITURGIĘ - WEJŚCIE (I)
Kochani, przed laty, kiedy byłem jeszcze w seminarium,
pewien ksiądz profesor, uczący liturgiki - ks. inf. Krzysztof Konecki, którego
w tej chwili pozdrawiam z całego serca, jeśli kiedykolwiek będzie miał przed
swoimi oczyma ten mój post - stwierdził, że odnowa Kościoła, która naprawdę
MUSI nastąpić, jeśli na Kościele komukolwiek zależy, nastąpi przez odnowę i
zamiłowanie do liturgii. Jeszcze raz, prościej, podkreślam i ja, zgadzając się
z ongisiejszymi słowami - ODNOWA KOŚCIOŁA MOŻE NASTĄPIĆ PRZEZ ODNOWĘ
LITURGII.
Dlatego na samym początku chciałbym wszem i wobec wyrazić
swoje umotywowanie i podekscytowanie z faktu niniejszego swojego artykułu. Od
naprawdę dawna bowiem zauważam potrzebę głoszenia „nauk katechetycznych”,
których sam od lat nie byłem świadkiem w Kościele naszego czasu, a pewne
kwestie potrafią się w nas zacierać. Stąd też moja radość, że choćby i tą drogą
zaistniała takowa możliwość. Seria artykułów, które właśnie zapowiadam w tym
momencie, dotyczyć będą przygotowania do eucharystii, jak i jej samej.
Już samo wejście do kościoła zasługuje na zauważenie.
Wchodząc do kościoła bowiem kreślimy na naszym ciele znak krzyża, a
przynajmniej powinniśmy, bo wchodzimy do miejsca świętego, w którym mieszka sam
Bóg. Wzmacniamy ten znak wodą święconą z kropielnicy, zawsze znajdującej się w
pobliżu - jak widać - nie bez przyczyny. Starsze pokolenie doskonale pamięta,
jak taki sam gest czyniło w momencie wychodzenia z domów czy mieszkań, gdzie
często na odrzwiach swoich domów czy mieszkań, wisiały takie "domowe
wersje" podobnych kropielnic. Woda święcona ma na celu pewnego rodzaju
mały egzorcyzm, aby naszymi poczynaniami towarzyszył Bóg, kosztem zainteresowań
tego „złego”. Tak też dzieje się po wejściu do świątyni.
Co więcej, już sam ten znak krzyża rozpoczyna niejako mszę
świętą, jako nasze spotkanie z Panem. O ile msza święta ma wymiar wspólnotowy –
liczy się brat/siostra obok nas – tak czas między mną a Bogiem ma miejsce
właśnie przed samą mszą świętą. Stąd nie powinniśmy spóźniać się na mszę, bądź
nie wchodzić w ostatniej chwili. Nasze więc wejście do świątyni już jest
modlitwą (!). Co więcej, każda, nawet najbardziej prozaiczna czynność jak,
jakakolwiek praca w polu, nauka w szkole, sen, czy nawet jakakolwiek chwila
relaksu poprzedzona znakiem krzyża, może stać się modlitwą, na tym to polega i
nie jest to żadna herezja! Szczególnie we wspólnotach wschodnich - szkoda, że
tylko tam najczęściej - podkreśla się szczególnie, że każda nasza chwila, jeśli
jest poprzedzona pobożnym znakiem krzyża kreślonym na swoim ciele, sama w sobie
staje się modlitwą! Czyż nie jest to piękne? Kochani, to nie musi być trend
tylko we wschodnich kulturach ludzi wierzących; niech to piękno zagości u nas!
Wracając jednak do meritum - rodzi się pewne pytanie – jaki
sens ma uczynienie znaku krzyża nie przy wejściu, ale po wyjściu z kościoła?
Otóż uświęceni obecnością Pana, dosłownie „wymodleni”, po przyjęciu
błogosławieństwa samego Boga, mamy iść i czynić dobro w naszych środowiskach,
nieść przyjętego, czy fizycznie, czy duchowo Jezusa w Komunii Świętej do ludzi,
jakich dał nam Pan, a których w tymże kościele z różnych powodów nie ma.
Dodatkowy znak krzyża jest niepotrzebny, sam Bóg nam błogosławi – czy musimy
wzmacniać, niejako poprawiać samego Boga? Co innego znaczyłby znak krzyża
wykonany już w progu swego domu po powrocie z kościoła, bądź dosłownie
przekazanie błogosławieństwa innym domownikom, nie będącym z nami w kościele
poprzez znak krzyża na czole.
Podsumowując - jest lekkim błędem, kiedy wchodząc do
kościoła robisz to bez żadnego odniesienia duchowego, bez przeżegnania się wodą
święconą na progu świątynie. Jest też lekkim błędem, kiedy wychodząc ze
świątyni szukasz kropielnicy, bo wówczas naprawdę nie jest Ci ona potrzebna, bo
ten umacniający krzyż na drogę swojego życia już zrobiłeś/aś przyjmując
błogosławieństwo Boże kończące Eucharystię. Mówię też celowo jednak, że to
jedynie lekki błąd, ponieważ krzyża jako takiego nigdy dość – nigdy dość znaku
zwycięstwa, chwały. Wielu chrześcijan w różnych sytuacjach wstydzi się go
czynić, niestety, dlatego tym bardziej apeluję - czyńmy go zawsze i wszędzie, i
zawsze z należytym szacunkiem i nie bez żadnej refleksji…





Komentarze
Trochę się namęczyłem z układem tego artykułu, ale już poprawiona wersja do czytania jest właśnie niniejszą, którą czytałeś/aś. Zapraszam do komentarzy, oczywiście zgodnie z wszelkimi kulturalnymi także normami ;)
Dziękuję 🤗 Duchowi Świętemu, za Jego natchnienia i że KS podejmuje ten temat. Realnie jest taka potrzeba by nam przypominać. Sama niedawno przypominam sobie dylemat czy po zakończonej Eucharystii , po błogosławieństwie Boga, wychodząc z kościoła należy szukać tej kropielnicy i uczynić znak krzyża, wprawdzie nie czyniłam znaku krzyża, ale też nie byłam pewna czy to jest sluszne (zauważyłam, że nie tylko ja taki dylemat miałam), więc tym bardziej Bogu niech będą dzięki za trud jaki KS podejmuje !