ODKRYĆ TRIDUUM PASCHALNE - Wielkanoc, czyli Alleluja i ogarnij się, człowieniu!
![]() |
| ALLELUJA! Czy muszę coś dodawać do tej grafiki? 😉 |
Kochany Czytelniku! Tak sobie rozmawiając z ludźmi, dochodzę do wniosku, że powszechnym
uczuciem towarzyszącym człowiekowi jest... strach. Strach, bojaźń, lęk, obawa. Całość
naszego życia przeniknięta jest lękiem. Boimy się samotności, ale gdy pojawia
się szansa budowania przyjaźni, chowamy się za maską i udajemy kogoś innego.
Lękamy się bezsensu, ale gdy mamy okazję zaangażować się w coś sensownego,
uciekamy, by nie dać się pochłonąć pasji. Nie znosimy zniewolenia i szarzyzny,
ale wolność jest tak wielkim wyzwaniem, że uniformizujemy się w rozmaitych
modach i konwenansach. Drżymy na myśl, że mogłoby spotkać nas nieszczęście, ale
gdy doświadczymy szczęścia, boimy się, że ono się zaraz skończy. Ogarnia nas
strach na samą myśl o śmierci, ale gdy mamy wziąć odpowiedzialność za swoje
życie, udajemy niedojrzałych. Człowiek boi się jeszcze tysiąca innych rzeczy.
Boi się nawet strachu, bo nie kocha siebie, gdy się lęka.
Wszystkie czytania, które składają się na Liturgię Słowa Wielkanocy, a mówiąc precyzyjnie mam tu na uwadze czytania Liturgii Wigilii Paschalnej w noc poprzedzającą Niedzielę Wielkanocną, jak i czytania samej tejże niedzieli, są niczym Aniołowie, którzy zwiastują Dobrą Nowinę, mówiącą w wielkiej ogólności o zwycięstwie nad zniewoleniem. Wszystkie prowadzą do momentu, w którym przed ludźmi udręczonymi własnym strachem staje sam Jezus, i pierwsze, co w ogóle powie drugiemu człowiekowi, to słowa: „Nie bójcie się!”. Nie bójcie się tego świata, bo wyszedł on z ręki Ojca, jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu Wigilii Paschalnej. Nie bójcie się tych, którzy chcą was zniewolić, bo mam moc wyprowadzić was z domu niewoli, jak słyszeliśmy także w kolejnym czytaniu wspomnianej Liturgii. Nie bójcie się swojego nienasycenia, bo jestem odpowiedzią na wszelkie wasze pragnienia, o czym także słyszymy w tym świętym czasie. Nie bójcie się nawet grzechów, którymi zbezcześciliście swoje życie, bo chcę wam zabrać serce kamienne, a dać wam serce z ciała. Nie bójcie się, bo Bóg tak umiłował świat, że Syna swego dał, nie po to, aby świat potępił, ale by świat został zbawiony, co porusza Święta Matka Kościół w "Niedzielę w Zmartwychwstaniu Pańskim", jak to się ongiś nazywało tę uroczystość.
Nie bójcie się, pięknie powiedziane, prawda...? Ale jak się nie bać, Panie? Jak mam się nie lękać, kiedy widzę cierpienie na świecie? Jak mam się nie bać, kiedy moje dzieci chodzą głodne a nie mam może czego im włożyć do garnka? Jak mam się nie bać, kiedy chcę po prostu spędzić więcej czasu z moją ukochaną osobą, a jakby wymyka mi się gdzieś, nie wiem, czy mnie kocha, czy mam dla kogo żyć? Jak mam się nie bać tego wszystkiego, skoro to mnie goni, a ja przed sobą mam rwącą rzekę, głęboką, dostojną wręcz, i tak stoję i czekam na cios, ostateczny cios życia, który mi zada lada moment, i zaraz umrze we mnie resztka dobra we mnie. Jak mam się nie bać?
Wszystkie czytania, które składają się na Liturgię Słowa Wielkanocy, a mówiąc precyzyjnie mam tu na uwadze czytania Liturgii Wigilii Paschalnej w noc poprzedzającą Niedzielę Wielkanocną, jak i czytania samej tejże niedzieli, są niczym Aniołowie, którzy zwiastują Dobrą Nowinę, mówiącą w wielkiej ogólności o zwycięstwie nad zniewoleniem. Wszystkie prowadzą do momentu, w którym przed ludźmi udręczonymi własnym strachem staje sam Jezus, i pierwsze, co w ogóle powie drugiemu człowiekowi, to słowa: „Nie bójcie się!”. Nie bójcie się tego świata, bo wyszedł on z ręki Ojca, jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu Wigilii Paschalnej. Nie bójcie się tych, którzy chcą was zniewolić, bo mam moc wyprowadzić was z domu niewoli, jak słyszeliśmy także w kolejnym czytaniu wspomnianej Liturgii. Nie bójcie się swojego nienasycenia, bo jestem odpowiedzią na wszelkie wasze pragnienia, o czym także słyszymy w tym świętym czasie. Nie bójcie się nawet grzechów, którymi zbezcześciliście swoje życie, bo chcę wam zabrać serce kamienne, a dać wam serce z ciała. Nie bójcie się, bo Bóg tak umiłował świat, że Syna swego dał, nie po to, aby świat potępił, ale by świat został zbawiony, co porusza Święta Matka Kościół w "Niedzielę w Zmartwychwstaniu Pańskim", jak to się ongiś nazywało tę uroczystość.
Nie bójcie się, pięknie powiedziane, prawda...? Ale jak się nie bać, Panie? Jak mam się nie lękać, kiedy widzę cierpienie na świecie? Jak mam się nie bać, kiedy moje dzieci chodzą głodne a nie mam może czego im włożyć do garnka? Jak mam się nie bać, kiedy chcę po prostu spędzić więcej czasu z moją ukochaną osobą, a jakby wymyka mi się gdzieś, nie wiem, czy mnie kocha, czy mam dla kogo żyć? Jak mam się nie bać tego wszystkiego, skoro to mnie goni, a ja przed sobą mam rwącą rzekę, głęboką, dostojną wręcz, i tak stoję i czekam na cios, ostateczny cios życia, który mi zada lada moment, i zaraz umrze we mnie resztka dobra we mnie. Jak mam się nie bać?
Czytelniku czcigodny – właśnie po
to się masz zatrzymać przy tej rzece, żeby dostrzec Jezusa, który jest po
drugiej stronie. Właśnie po to masz wejść do tej rzeki, żeby do Niego iść, a
przy okazji zatopić te wstrętne myśli, bo dla Boga jesteś tak ważny, że
poświęcił swojego Syna, dla Ciebie właśnie! A Jezus zabity – żyje! Pokonał
śmierć, króluje, działa, umacnia, wspiera. Jest Twoim Zbawcą, Twoim
Odkupicielem! Kochany, przeczytaj to serio na głos, usłysz tę Dobrą Nowinę z Twoich własnych ust - Chrystus zmartwychwstał!
No a jak już Jezus Chrystus zmartwychwstał, nie bój się uwierzyć, że wiara jest większa od zwątpienia, nadzieja jest większa od lęku, miłość jest większa od śmierci.
No a jak już Jezus Chrystus zmartwychwstał, nie bój się uwierzyć, że wiara jest większa od zwątpienia, nadzieja jest większa od lęku, miłość jest większa od śmierci.





Komentarze