Cyk, Walenty - na bok sentymenty! DO ROBOTY!

 

Panie Jezus, dodaj mi sił do roboty, której ode mnie oczekujesz...!

Niech będzie pochwalone Imię Pańskie!
Kochany Czytelniku! Oto patrząc na naszą „Mapę Ucznia Zmartwychwstałego” możemy się poszczycić niejednym osiągnięciem, niejednym trudnym przejściem, bo i takich pewnie nie brakowało, a i pewnie też nie zabraknie w Twoim i moim życiu, ale i niejedno po drodze się przeżyło, zabrało ze sobą. Ten ekwipunek naszych wspomnień, wrażeń, emocji, uczuć, zabieramy ze sobą, aby gdy dojdziemy do naprawdę ciężkiej przeprawy, niczego nie zabrakło, a kto wie, co może się przydać…?
Jest taka opowieść odnośnie krzyży, jakie daje nam Pan. Parafrazując ją, chodzi w niej mniej więcej o to, jak ktoś niosąc swój krzyż, narzeka na jego ciężar. I kiedy tak Pan mu się objawia i pyta, co tak marudzi na ten swój krzyż, przecież jest idealny dla niego, to tamten miał poprosić o chociaż troszkę krótszy – będzie mu się lepiej niosło, troszkę i ten ciężar zelży, itd., itp. Pan więc rzeczywiście pokazał mu schowany na linii horyzontu dużo mniejszy krzyż. Tamten zaś uradowany, upuścił, wręcz rzucił swój, żeby złapać nowy, lżejszy. I kiedy tak szedł uśmiechnięty napotkać miał na jakąś przepaść, ogromny rów, wyrwę w ziemi, której obejść się nie da, ani skoczyć. I kiedy ktoś za nim niosąc swój krzyż, użył go, aby po nim bezpiecznie przejść na drogę stronę, ten – patrząc jak stanowczo za mały już ma krzyż, aby uczynić tak samo – zrozumiał, że Pan rzeczywiście miał rację – tamten ciężki, długi krzyż był idealny dla niego…
Piszę to, Czytelniku szanowny, nie tylko po to, aby uzmysłowić, że w tej naszej wspólnej wędrówce, którą nazywam „rekolekcjami wielkanocnymi” naprawdę każda niedziela ma coś dla Ciebie, co masz zabrać ze sobą, bo to naprawdę potrzebne, aby iść dalej. Piszę to także dlatego, aby Ci pokazać, jak ważne jest w naszym życiu także DZIAŁANIE.
Żeby nie być gołosłownym mam na poparcie tej tezy nie byleco, a fragment Pisma Świętego, raczej wszem i wobec znany w pewnych swoich częściach, kiedy to w Liście św. Jakuba czytamy takie, a nie inne słowa: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę na podstawie moich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą. Chcesz zaś zrozumieć, nierozumny człowieku, że wiara bez uczynków jest bezowocna? Czy Abraham, ojciec nasz, nie z powodu uczynków został usprawiedliwiony, kiedy złożył syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym? Widzisz, że wiara współdziałała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała. I tak wypełniło się Pismo, które mówi: Uwierzył przeto Abraham Bogu i policzono mu to za sprawiedliwość, i został nazwany przyjacielem Boga. Widzicie, że człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. Podobnie też nierządnica Rachab, która przyjęła wysłanników i inną drogą odprawiła ich, czy nie dostąpiła usprawiedliwienia na podstawie swoich uczynków? Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków.” (Jk 2, 14-26)
Wiara bez uczynków jest martwa, bezowocna, jałowa. Wiara bez uczynków, a oparta jedynie na słowie powoduje, że jest nie słowem mocy, a pustą, czczą gadaniną. Wiara zawsze zakłada trud, jak choćby z powyższego opowiadania – wzięcie na swoje barki swojego krzyża i pójście, w porę i nie w porę, w pogodę i w deszcz, kiedy to dodaje animuszu, jak i kiedy podcina skrzydła. Wiara to także próba charakteru, próba wewnętrznego „ja”. Kto z nas pamiętałby w ogóle o jakimś tam Abrahamie, jeśli zatrzymałby się jedynie na słowach? Kto pamiętałby dzisiaj, że chodził po naszym świecie np. taki Maksymilian Kolbe, który poza gadaniem po prostu wystąpił przed szereg w KL Auchwitz? Takich przykładów można całe „internety” wypisywać i życia by brakło, żeby to wszystko ująć, a co dopiero jeszcze potem przeczytać!
Zmierzam do kwintesencji dzisiejszej myśli. Otóż takim słowem-kluczem dzisiejszej niedzieli jest ŚWIADECTWO. W trwającym maju osobiście dostrzegam dwie takie okazje do świadectwa swojej wiary. Jednym z nich są Ci wszyscy, którzy uczestniczą w nabożeństwach majowych przy swoich kapliczkach, czy krzyżach. Zauważmy, że najczęściej stawia się takowe przy mniej lub bardziej ruchliwych drogach. Poza samą modlitwą to właśnie po prostu obecnością, Ci ludzie dają niesamowity rodzaj świadectwa względem tych, którzy wówczas przechodzą, czy przejeżdżają koło nich. Niejednokrotnie wywołują niesamowity wyrzut sumienia względem niektórych. I choć pewnie – takie czasy – czasami mogą się spotkać z wrogością, niezrozumieniem, jakimiś obelgami, a już na pewno negatywnymi myślami, to właśnie mimo wszystko oni tam są, trwają na modlitwie, i dzięki nim dla innych jeszcze stanowią swego rodzaju nadzieję, że jeszcze w tym czy tamtym kawałku Polski nie jest tak źle, skoro kultywuje się ten piękny polski zwyczaj, jak i nie brakuje wiary tych ludzi, którzy modlą się przecież nie tylko za siebie i swoich bliskich, ale i za tych wszystkich wymienionych, za całą Ojczyznę.
Drugim takim aspektem świadectwa, z jakim osobiście często się spotykam w maju, to widok dzieci ubranych w swoje małe alby z minionej swojej Pierwszej Komunii Świętej, którzy czy sami, czy – co jeszcze wymowniejsze – podążają do kościoła ze swoimi rodzicami, czy dziadkami na kolejną Mszę tzw. „Białego Tygodnia”. I nie wiem, jak Ty – drogi Czytelniku – ale osobiście wtedy pytam sam siebie o swój stosunek do Najświętszego Sakramentu. Z jednej strony zachwyca mnie ten widok, z drugiej strony rodzi się samoistnie wręcz pytanie – co z moją radością przyjmowania Jezusa do swojego serca? Co się z nią stało? Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Albo i jeszcze głębsze mogą się pojawić – co się stało z moją wiarą? Kiedy to ja byłem ostatnio w kościele? Kiedy się w ogóle modliłem, tak na serio? Lub co zrobiłem/am z wiarą moich dzieci, wnuków, po prostu moich bliskich? Jakim ja byłem świadkiem Chrystusa? Jakie ja dawałem/am świadectwo? Albo nie-świadectwo…?
Czytelniku kochany, może i w Twoim sercu narodzą się takie lub podobne pytania. Może zapytasz też, dlaczego taka grafika – co ma wspólnego troszkę uwspółcześniony Jezus podwijający rękawy z tym tematem? O ile na te pierwsze nie wiem, jakiej udzieliłbym odpowiedzi, lub czy w ogóle bym taką umiał udzielić, to akurat Jezus zakasający rękawy jest proste – weź się do roboty! Dziwisz się, nawet narzekasz pod niebiosa, ile jest hejtu wokół nas, że to już wręcz zakrawa o sformułowanie „cywilizacji hejtu”, ale jak ma być inaczej, jak ma być lepiej, kiedy Jezusa jest tak mało dzisiaj wokół Ciebie? Myślisz, że nie chce być z Tobą? Myślisz, że mu się znudziłeś/aś? No skąd! To Ty, ja, inni ludzie, których w zdecydowanej przewadze, niestety, to my nie dopuszczamy Go do swojego życia! To my zdjęliśmy Go z tronu naszych serc, a posadziliśmy na nim wszystkich i wszystko inne! Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to wszystko i ci wszyscy nie są i nie są w stanie być tak stałym, tak pewnym, tak niewzruszonym Królem, u Którego możemy mieć realną pewność swojego działania, swoich słów, swoich myśli, jak Jezus Chrystus! Tylko On jest takim Królem! Nawet najbardziej idealny kandydat na prezydenta, jeśli by taki istniał, jeśli wybrałoby takiego dosłownie sto procent wyborców, nie da nikomu tego, co jest w stanie dać jedyny Król – Jezus Chrystus! Król, Który, właśnie nie tylko siedzi na tronie i wskazuje palcem co robić. On i tylko On nie boi się zakasać tych swoich rękawów, aby Cię uchronić od zła, do którego często sam na własne życzenie się pchasz…
Kochany Czytelniku! Powoli kończąc – bez uczynków wiary po prostu nie ma. Nie można wierzyć siedząc tylko i wyłącznie w swoim wygodnym fotelu z napchaną fajką w gębie, lub dzierżąc filiżankę ulubionej „małej czarnej”. Tak się po prostu nie da! Wiara sama z siebie prowadzi dalej, wyciąga z tego fotela. Czasem żeby poszukać w swojej jakieś szufladzie różaniec, czasem ta wiara karze Ci wziąć do ręki kredę, lub wręcz cokolwiek innego i napisać na swoich drzwiach K+M+B+2025 (lub i C+M+B+2025, dla ścisłości). Czasem taka wiara podda Ci pomysł, żeby odwiedzić swojego schorowanego ojca, lub matkę, bo dawno u nich nie byłeś/aś, czasem zaproponuje iść na krótką herbatkę do osamotnionej sąsiadki, czy sąsiada. Czasem wywoła uśmiech do kogoś, kto potrzebuje go zobaczyć, niby nic, a dla kogoś może właśnie uratujesz takim prostym gestem życie, czyjś świat! No i finalnie wiara zaprowadzi Cię do tego kościoła, a może i w maju do tej kapliczki. Możesz tam dosłownie stać i nie robić naprawdę nic, ale dla kogoś możesz stać się takim właśnie zapalnikiem do działania. Bywa, niestety, że tak mało, stanowczo ZA MAŁO czytamy Pismo Święte, o czym już mówiłem Ci wcześniej (jeśli zapomniałeś/aś to odsyłam do odświeżenia pamięci na wcześniejszym artykule). I dla kogoś swoją postawą to TY SAM stajesz się Piątą Ewangelią! Tylko… niech jak w tych znanych wszystkim czterech jest Jezus, tak i wtej piątej niech także Go nie zabraknie!
Podsumowując – Jezus Zmartwychwstał, otworzył nam tym samym całe Niebiosa. Aby tam się dostać pozostawił nam sakramenty, w tym i sakrament pokuty i pojednania, swoje Miłosierdzie. Zostawił nam „instrukcję obsługi” Miłości Bożej – Pismo Święte; chce nas jeszcze dodatkowo w tym prowadzić, jak Dobry Pasterz; kazał nam się kochać, jako owce i baranki jednej owczarni. I teraz przeżywszy to wszystko, zabrawszy ze sobą musimy iść i działać! Więc i Ty, Czytelniku, jak już to przeczytałeś/aś to zrób to „coś” dla Jezusa. Może jakiś SMS do kogoś? Może pojechanie do kogoś? Może zajrzyj, czy w konfesjonale siedzi jakiś ksiądz, którego posługa przybliży Ci Jezusa? A może zaparz tej wspomnianej herbaty i zawołaj kogoś, z kimś naprawdę aż dziwnie dawno się nie widziałeś/aś? W każdym razie – dość siedzenia! Idź w drogę, działaj, buduj mosty, buduj Kościół, buduj Królestwo Boże tu i teraz!



Komentarze

Inne "wypociny"