Miłosierdzie... i co dalej? Czyli Niedziela Biblijna - let's go!
![]() |
| Ręka na wszelki ratunek. Złapiesz? |
Niech będzie pochwalone Imię Pańskie!
Kochany Czytelniku! Odkąd bardziej zacząłem interesować się tematem,
odtąd w trzecią Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego obchodziłem Niedzielę
Słowa Bożego. Ten dzień otwierał Tydzień Biblijny, akcentując bądź to jedną z
ksiąg Pisma Świętego, jak i cały Stary i Nowy Testament. Zresztą podobnie ma
się sprawa z Niedzielą Miłosierdzia Bożego, która rozpoczyna Tydzień
Miłosierdzia – pisząc te słowa trwa cały czas. Jednakowoż może kogoś bardziej
spostrzegawczego zdziwić, że Niedziela Słowa Bożego w tym roku A.D. 2025 już
była, precyzyjnie mówiąc, 26 stycznia. Z inicjatywy śp. papieża Franciszka
takowa grudniowa odsłona inicjatywy biblijnej powstała – i w sumie chwała za to
papieżowi, bo akurat tego, czego najbardziej nam, chrześcijanom, a tym bardziej
nam, katolikom, potrzeba to właśnie życia Biblią na co dzień.
Starszą jednak tradycją Tygodnia Biblijnego, tudzież
Niedzieli Słowa Bożego jest właśnie trzecia Niedziela okresu wielkanocnego,
stąd jednak tutaj dopatrywać się lubię większego sensu, a już tym bardziej
mocniejszego symbolu. Ta wielkanocna bowiem odsłona niniejszej inicjatywy, liczy
sobie – jeśli się nie mylę, niecałe dwadzieścia lat, podczas których zawsze
akcentowano konkretną księgę biblijną, autora, etc. I właśnie o tej „wersji
wielkanocnej” chcę tutaj odrobinę słów zostawić, nie wchodzić zbytnio w sam
obchód wspomnianego tygodnia, czym będziemy się wówczas zaczytywać, i jakie
wnioski zeń wysnuwać.
Otóż na naszej „Mapie ucznia Zmartwychwstałego” nie mogło
zabraknąć rzeczonej Biblii. Zauważmy bowiem, że już w okolicach czasowych
właśnie zmartwychwstania Pana Jezusa, objawia się On uczniom idącym w stronę
Emaus. I co robi w odpowiedzi na ich zawód całą sytuacją związaną z
ukrzyżowaniem swojego Zbawiciela? Pierwsze, natychmiastowe działanie to wyjaśnianie
Pisma! Na poparcie moich słów: „I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich
proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.” (Łk 24,
27) Rozumiesz, Czytelniku? Podstawowym jest słuchanie Pisma Świętego!
Właśnie na tym epizodzie bazując stwierdźmy, co może
nastąpić i w naszym życiu, kiedy nawet rzeczywiście weźmiemy do rąk Biblię,
która łapie kurz od świąt Bożego Narodzenia, kiedy to zaczynając wigilijną
kolację czytaliśmy opis i okoliczności historyczne przyjścia na świat Pana
Jezusa. Mianowicie reakcja uczniów była nieco słodko-gorzkim doświadczeniem,
jak sądzę. Zamiast bowiem już w tej chwili poznać swego Pana, bo przecież
nieraz zapewne byli świadkami Jego płomiennych nauk za życia Jezusa, oni
bardziej przejęli się późną porą dnia (!). Nie było tam nawet krztyny zachwytu,
typu: „Nie słyszycie? To jest ewidentnie Pan!”, albo: „Z jaką On mocą
przemawia! Czyżby to jednak był Pan?”. Niestety – czegoś takiego próżno szukać
w tym fragmencie Łukaszowej Ewangelii. Ale z drugiej strony jednak jesteśmy
świadkami, jak to ci uczniowie, po tak porywającej zapewne nauce Jezusa w
drodze, kiedy chciał ich opuścić, bo wyglądało na to, że chce iść dalej mimo
późnej pory, a więc mimo wielu zagrożeń, jakie mogły Mu grozić samotną nocą,
chcą Go przyjąć do siebie, chcą Jezusa przy sobie. Tu naturalnym byłoby pytanie
– kiedy, kochany Czytelniku, po lekturze Pisma Świętego (ośmielę się dodać - jeśli
w ogóle jakaś jest) zachwyciłeś się tymże Pismem na tyle, żeby chcieć Jezusa
obok siebie?
Kluczowym jednak staje się to, co ma miejsce po dotarciu do
Emaus. Otóż po podróży, kiedy głód dał się podróżnikom we znaki, postanowili wieczerzać.
I dokładnie w tym momencie czytamy: „Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął
chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im
oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce
nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»” (Łk
24, 30-32). Rozpoznanie Jezusa ma pełnię w Eucharystii! A mówiąc jeszcze
bardziej dosadnie – prawdziwe poznanie Jezusa z Pisma Świętego prowadzi do ołtarza
Mszy Świętej, a i sama owa Msza wynika z tego, że ma korzenie w Piśmie Świętym!
Dlatego choćby Liturgia Słowa jest konstytutywnym elementem każdej Mszy Świętej,
żadna bez Pisma po prostu nie istnieje! Osobiście mam wrażenie, że przez
naprawdę wiele lat liturgia Kościoła Katolickiego taki swego rodzaju rdzeń
miała zawsze większy nacisk na rytualnych czynnościach, jak okadzenia,
procesje, wszelkie skądinąd piękne i ważne gesty, ale jednak Pismo wielokrotnie
mogło na tym trochę obrywać rykoszetem. Nie twierdzę, że to reguła, ale jednak
jakby się tak nad tym zastanowić logicznie głębiej, to przepowiadanie Słowa
Bożego w liturgii miało większy nacisk w liturgiach Kościołów protestanckich –
dodam – niestety. Bardzo dobrze się dzieje, że trochę Święta Matka-Kościół się
za to wzięła. Można stwierdzić, cytując nic innego, jak Pismo Święte: „To zaś
należało czynić, a tamtego nie opuszczać” (Mt 23, 23c).
Właśnie to rozpoznanie Chrystusa jest klarownym
potwierdzeniem słów św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma Świętego jest
nieznajomością Chrystusa”. Jakie to prawdziwe! Ten, Który jest wypełnieniem Pisma,
wcielonym Słowem Bożym, chodzącym na ludzkich nogach Pismem stricte, stał się
właśnie człowiekiem, oddał życie także i za Ciebie, Czytelniku, i pokonał
śmierć, grzech, piekło całe! W tym momencie, kończąc dywagacje nad losami
uczniów z Emaus – jak przestrzegali Jezusa przed złowrogą porą nocy, tak ci
samiutcy, mimo wspomnianych niebezpieczeństw i ryzyka – „w tej samej godzinie”,
czyli niejako „od razu”, „natychmiast” idą do Jerozolimy! Nawet nie zdążyli nic
zjeść, posilić się. Po prostu idą, żeby opowiedzieć o tym wszystkim Apostołom.
Stąd, jak pytałem nieco wyżej odnośnie zachwytu Jezusem Biblijnym, tak tu
postawić wypada pytanie kolejne – Kiedy ostatnio, drogi Czytelniku, zachwyciłeś
się Jezusem Eucharystycznym? Jak spędzasz czas na Mszy Świętej (CZY go spędzasz
w ogóle?)? Co robisz, jak kapłan między innymi Tobie ukazuje Jezusa ukrytego w
chlebie? Do tych pytań wrócimy jeszcze, jak będziemy kontynuować serię ODNOWA
KOŚCIOŁA PRZEZ LITURGIĘ, ale już przy tej Niedzieli Biblijnej warto się nad tym
zastanowić.
Powoli lądując w swoich rozważaniach chciałem jedynie i się
wytłumaczyć z jednej rzeczy, i coś od siebie na temat Pisma jeszcze rzec
bardziej osobistego. Idąc po kolei zaś – chciałem nadmienić, czym się
kierowałem generując z AI taką, a nie inną grafikę. Może się wydać trochę
abstrakcyjnie dramatyczna, że „ręka jakaś z Pisma?”. Czytelniku kochany –
Księga Pisma Świętego, długa, obszerna, czasem pełna kontrowersyjnej brutalności
niepasującej do tytułu „… ŚWIĘTE”, czasem pełna słodkości, wręcz
cukierkowatości łechtającej przyjemnie duszę, czasem zaś zagrzewająca do walki,
do boju, od zawsze jest dla mnie przewodnikiem prowadzącym mnie po tak wielu
meandrach egzystencjalnych i przeróżnych forteli, jakie gotuje los. Serio – OD ZAWSZE.
Ba – takim przewodnikiem jest zdecydowanie także i dla Ciebie, czcigodny
Czytelniku, tylko może jeszcze o tym nie wiesz. Ja już jakiś czas temu
dostrzegłem to „prowadzenie”, dostrzegłem, jak wielokrotnie złapało mnie za
rękę i szarpnęło, wielokrotnie zatrzymało przed krokiem nad przepaścią,
trzasnęło mi rękę wyciągającą po coś, czym mógłbym się porządnie sparzyć.
Czasem jednak też, słysząc to jednak Słowo, Logos, robiłem rzeczy po prostu
złe, bo chciałem „po swojemu”, bo miałem jakiś dziwny kaprys, bo chciałem
czegoś od życia, nie patrząc na konsekwencje, na krzywdę drugiego człowieka,
jaką wtedy zadałem, bądź zadawałem… A wystarczyło posłuchać „KOGOŚ”
mądrzejszego, „KOGOŚ”, kto Cię kocha właśnie takiego pokręconego, jakim jesteś,
„KOGOŚ”, kto Pismem krzyczy do Ciebie alarmując o zagrożeniu, a zarazem
szepcząc o swojej miłości. Musiałem sam doświadczyć bólu, osamotnienia,
wyrzutów sięgających po szpik kości, wewnętrznych sprzeczności, aby ta „ręka”
Pisma Świętego – mówiąc dosadnie – strzeliła mnie w pysk, żeby dziś, jakkolwiek
to zabrzmi, podziękować Pismu Świętemu, a precyzyjnie mówiąc podziękować
Chrystusowi, że otworzył mi uszy. Zarówno w znaczeniu, że otworzył mi ucho,
czyli zakolczykował mnie, jestem Jego własnością, jak i otworzył mi uszy w
dosłownym znaczeniu, czyli że usłyszałem Chrystusowe „Pójdź za Mną”. Obyś Ty,
Czytelniku kochany, nie musiał doświadczać tego wszystkiego zanim spostrzeżesz
się, że „ręka” Pisma także i Ciebie prowadzi.
Kiedyś przed laty, ówczesny ojciec duchowny seminarium we
Włocławku, ks. Paweł Pokora, na moje pytanie, skądinąd odważne – po latach to stwierdzam,
nie wtedy – czy centralnie PRZECZYTANY brewiarz ma jakikolwiek sens,
odpowiedział mi bardzo prosto, a pamiętam tę odpowiedź do dziś dnia, i jeśli
kiedyś może tzw. „wujek Alzheimer” będzie mi próbował to zabrać, to wrócę do
tych wypocin, żeby i sobie przypomnieć tę odpowiedź. Powiedział mi wówczas, że
PRZECZYTANY brewiarz ma ZAWSZE sens, bo nie tylko my czytamy Pismo, ale i Pismo
czyta nas! A i sam Jezus na pustyni, kiedy kusił go diabeł – jak mu odpowiadał?
PISMEM! Dlatego nie zazdrość nikomu, Czytelniku, jak zna Pismo, jak używa go na
co dzień, jak sypie Ci nawet referencje jakiegoś cytatu, jak zazdrościsz komuś
przepowiadania Pisma, jak nawet świadkowie Jehowy strzelają do Ciebie gdzieś na
ulicy cytat za cytatem, wywołując może nawet i wstyd. Nie zazdrość, tylko
wyciągnij rękę po Pismo, uściśnij „rękę” z Pisma na serdeczne przywitanie i…
CZYTAJ, CZYTAJ, po trzykroć – CZYTAJ, i daj się też przeczytać, a zobaczysz,
może nie od razu, może nie „za dotknięciem czarodziejskiej różdżki”, jak mawiała
pewna pani minister, czy ministra, ale zobaczysz, przed iloma przeszkodami ta „ręka”
biblijna Cię ustrzegła, z ilu dołów Cię wyciągnęła, jak pokazywała Ci drogę,
którą lepiej będzie Ci iść.
Po prostu – czytaj i chodź dalej w drogę, Przewodnika już
masz! (No i mapę także 😉)






Komentarze