Owieczko, Baranku, MIŁOŚĆ. Zabierz ją koniecznie w drogę!
Niech będzie pochwalone Imię Pańskie!
Przez wiele ucisków zmierzasz, kochany Czytelniku, a ja wraz z Tobą, do Nowej
Ziemi i Nowego Nieba, gdzie Bóg otrze każdą naszą łzę, jak przeczytać możemy we
fragmencie Apokalipsy tejże Niedzieli w Zmartwychwstaniu Pańskim, piątej już z
kolei. Przeszliśmy - i Ty, i ja, i każdy człowiek zresztą - różne dystanse,
idziemy od tylu i tylu lat, w zależności od naszego PESEL-u. Zobacz, Czytelniku
drogi, ileż już drogi na naszej Mapie Ucznia Zmartwychwstałego pokonałeś. I w
tych ścieżkach, szlakach, nie możesz zapomnieć, i ta Niedziela właśnie ma Ci
przypomnieć, że jest w tym jakże wyjątkowym ekwipunku taka naprawdę ważna
rzecz, bez której dalej nie pójdziesz - MIŁOŚĆ.
Czytelniku kochany, wystarczy jak rozejrzysz się wkoło, i to nawet nie potrzebujesz wkładać w to nie wiadomo jakiego wysiłku, żeby zobaczyć, jak wiele otacza nas hejtu, nienawiści, plotki, obmowy, marudzenia, narzekania, kłamstwa, oszustwa, cynizmu. Zauważ, że wymieniam raczej te złe rzeczy o naturze języka, a ileż tego wszystkiego zła wykracza i poza naszą mowę! Bardzo się boję, że przyjdzie czas, a naprawdę moim zdaniem jest on aż dziwnie przerażająco bliski, kiedy ktoś szerzący miłość, zrozumienie, który nie szczędzi serdecznych słów potrzebującej siostrze czy bratu - będzie dziwakiem, wziętym za chorego psychicznie, niewygodny, wręcz denerwujący swoim istnieniem. Czy nie zaczyna Ci to czegoś przypominać? Nie przypomina Ci to KOGOŚ? Kiedyś dosłownie i w przenośni wcieloną miłość wzięto na krzyż i zabito - dziś to się nie dzieje? A jakie prognozy na jutro?
Wzruszające są słowa Jezusa,
wypowiedziane po wyjściu Judasza, które cytujemy w praktycznie wszystkich kościołach świata tego dnia, gdy do swoich uczniów zwraca się jak do
dzieci, pragnąc uchronić od tego, co najgorsze. A nie ma wcale na myśli
cierpienia, tylko brak miłości. I znów rozejrzyj się, włącz telewizor, odpal internet, przekręć radio, otwórz gazetę. Dokładnie od tego wszystkiego Jezus już dwa tysiące lat temu chciał Cię uchronić... Znamy takie słynne zdanie pewnego myśliciela, jakim był Sartre, który zwykł mawiać: „Piekło to inni”. Pewien zaś biskup, konkretnie mówiąc Kallistos Ware odpowiada na te słowa: „Piekłem nie są ludzie – to ja, odcięty od
bliźnich, odrzucający wszystkie ludzkie więzi, wypierający się Trójcy”.
Jakże cenna to lekcja, w której uzmysłowić sobie możesz, że to nie Bóg nas skazuje, to my sami wydajemy na siebie wyrok. Swoją drogą to tak wtrącając pewną myśl z praktyki konfesjonału, stwierdzam, że zdarza się, iż ktoś mnie spyta takimi lub podobnymi słowami: "proszę księdza, czy to lub tamto to grzech?" No i właśnie - czasem bywa, że w myśl definicji grzechu, naturalnym byłoby odpowiedzieć wówczas, że grzech to świadome i dobrowolne przekroczenie przykazania Bożego lub kościelnego w stopniu znacznym lub mniej. No ale czasem popełniamy zło, czujemy gdzieś w środku nas, że czyniąc to lub tamto, jesteśmy nie w porządku względem kogoś, i pojawia się wyrzut sumienia. Nie musi być coś grzechem, żeby być złem. I właśnie wtedy widac jak na dłoni, że to nie Bóg, nie Kościół, nie żaden ksiądz siedzący za kratkami konfesjonalnymi, ale to właśnie Ty sam siebie oskarżasz. I poniekąd bardzo dobrze, że tak jest, bo to i świadczy o Twoim wypracowaniu sumienia, jak i o tym, że nie chcesz tego zła, bez znaczenia - grzech, czy nie-grzech. I to właśnie powodować może nic innego jak MIŁOŚĆ!
Mając miłość, można
znieść nawet cierpienie, bez niej nawet to, co nie jest przykrością, staje się
torturą. Miłość jest zawsze najlepszym rozwiązaniem, gdyż pozwala znieść
zdradę. Zdrada nie może jednak znieść miłości. To wyjątkowe wyznanie Jezusa,
wypowiedziane po wyjściu Judasza, jest dowodem istnienia w Chrystusie miłości
niepohamowanej i bezwarunkowej. To najlepsza nowina, gdy się zrozumie, że
miłość jest odporna na wszystko jak organizm, którego nie dopada żaden wirus.
Bóg czyni wszystko nowe, stwarza Nowy Świat bez łez cierpienia, bez śmierci, bez żałoby, bez krzyku przemocy, bez chorób i rozpaczy. Czytelniku mój, wierzę w taki świat nie dlatego, że mam dosyć tego świata, ale dlatego, że Boga stać na kosmiczny gest i piramidalny efekt. Cofamy się dziś bowiem do Wielkiego Czwartku, co nota bene czynić powinniśmy na każdej Mszy świętej poniekąd, gdzie takim wówczas gestem nad gestami stało się Chrystusowe obmycie nóg swoim uczniom. Czyni go nikt inny jak Syn Boży, Wcielone Słowo, Logos, Odkupiciel, Zbawca, Mesjasz, Król wszechświata. Rozumiesz? Sam Władca wszystkiego klęka i przed Tobą, zdejmuje Ci buty, skarpetki, żeby umyć Ci nogi! Nie mieści mi się to w głowie, nawet to w tym momencie pisząc, jak kocha Cię Bóg! Jak On właśnie bardzo chce Twojego szczęścia, jak więc musi boleć to, że wybierasz często zło, że sam pchasz się często w gips, kiedy szukasz wręcz kłopotów, zamiast przywrzeć do Serca Zbawiciela i nie chcieć się zeń ruszyć choćby na milimetr!
Bóg czyni wszystko nowe, stwarza Nowy Świat bez łez cierpienia, bez śmierci, bez żałoby, bez krzyku przemocy, bez chorób i rozpaczy. Czytelniku mój, wierzę w taki świat nie dlatego, że mam dosyć tego świata, ale dlatego, że Boga stać na kosmiczny gest i piramidalny efekt. Cofamy się dziś bowiem do Wielkiego Czwartku, co nota bene czynić powinniśmy na każdej Mszy świętej poniekąd, gdzie takim wówczas gestem nad gestami stało się Chrystusowe obmycie nóg swoim uczniom. Czyni go nikt inny jak Syn Boży, Wcielone Słowo, Logos, Odkupiciel, Zbawca, Mesjasz, Król wszechświata. Rozumiesz? Sam Władca wszystkiego klęka i przed Tobą, zdejmuje Ci buty, skarpetki, żeby umyć Ci nogi! Nie mieści mi się to w głowie, nawet to w tym momencie pisząc, jak kocha Cię Bóg! Jak On właśnie bardzo chce Twojego szczęścia, jak więc musi boleć to, że wybierasz często zło, że sam pchasz się często w gips, kiedy szukasz wręcz kłopotów, zamiast przywrzeć do Serca Zbawiciela i nie chcieć się zeń ruszyć choćby na milimetr!
Wracając do myśli nowej ziemi - gdyby nie był możliwy doskonały świat, to każda, nawet
najzwyklejsza miłość byłaby naiwnym podejściem do życia doczesnego. Po co
kochać, skoro miłość nie mogłaby stać się wiecznym przebywaniem ze sobą? Świat
nowy, wieczny nie jest zwykłym przedłużeniem czasu, który obecnie przeżywamy. Kiedyś natknąłem się na takie piękne sformułowanie tejże myśli, że morze czasu jest głębiną, do której wrzucona jest sieć ludzkich więzów,
trzymana ręką Boga niczym ręką rybaka, a my zaś sami jesteśmy pochwyceni, żeby pewnego dnia
wynurzyć się nad powierzchnię czasu do tej nowej, cudownej rzeczywistości. Nasze zdumienie
będzie wówczas przypominać zdumienie otwartych oczu wyłowionej ryby. Każda
sekunda życia jest istotna, jeśli tworzymy w niej sieć miłości. Nie chodzi o
jakąkolwiek miłość, lecz o miłość, którą On wskazał, o życie w Duchu Świętym, w
Jego łasce i w wyrzeczeniu się grzechu. Po tym, że się ludzie kochają, reszta świata może zobaczyć Boga. Tylko między ludźmi się kochającymi jest prawdziwy Bóg, i tylko wówczas możemy mówić o jakiejkolwiek pobożności, wierze, wspólnocie. Dawno temu po tym poznawali chrześcijan - po miłości. A po czym dziś poznaje się chrześcijanina? Katolika? Po miłości...?
Bezbożność, Czytelniku szanowny, zaczyna się już wtedy, gdy wieczór spędzasz bez Boga. Każda sekunda
może zaś stać się szczeliną, przez którą możesz zobaczyć to, co ujrzał Jan, gdy
pisał o widzeniu Nowej Ziemi i Nowego Nieba. Wieczność, kochany Czytelniku, jest tuż-tuż, jest po zamknięciu tego artykułu, odłożeniu telefonu, zamknięciu laptopa, a
wchodzimy w nią nie w jakiejś odległej przyszłości, ale w każdej chwili, nawet tu i teraz, gdyż
królestwo Boże jest "ENTOS HYMON", czyli „wewnątrz nas i pomiędzy nami”, w sieci
relacji (MIŁOŚCI), ale też w zasięgu ręki, tuż obok! Nie jest to więc królestwo, które
kiedyś się ujawni, ale jest tuż za ścianą czasu, za rogiem każdej godziny, za
drzwiami tej minuty. Byleby tylko kochać tak, jak On chce, abyśmy kochali. Tym
więcej i tym pewniej, gdy twój wieczernik opuszcza twój osobisty Judasz,
trzaskając drzwiami. Niech już sobie pójdzie, nie zatrzymuj go już dłużej, a Ty - weź w drogę miłość i.. kochaj, i daj się kochać!






Komentarze