Duchu - otwórz tę szczelną hermetyczną puszkę mojego serca...
![]() |
| Uwielbiam to zdjęcie! |
Trochę z niepisaną jednak radością, jak i nieco wzmożoną podnietą jakiegoś rodzaju piszę do Ciebie poniższe słowa. Argumentuję to faktem, iż krocząc po naszej "Mapie Ucznia Zmartwychwstałego", a co za tym idzie podążając w kolejnych tygodniach po meandrach naszych "rekolekcji wielkanocnych", oto doszliśmy do mety. To już koniec drogi. Ale - jeśli wyprzedzasz czasami różne myśli różnych ludzi - w tym i swoje własne - czy na pewno to koniec...?
Dziś, kiedy to publikuję, w Kościele na całym świecie obchodzimy wyjątkowy dzień - Uroczystość Pięćdziesiątnicy, która upamiętnia zesłanie Ducha Świętego na apostołów zgromadzonych w Wieczerniku. Żeby oddać cały klimat tego wydarzenia, pozwól, że zamieszczę krótki opis z Dziejów Apostolskich, czytany tego dnia: "Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jeruzalem pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak tamci przemawiali w jego własnym języku. Pełni zdumienia i podziwu mówili: «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże»."(Dz 2, 1-11). Zauważ w tym miejscy, kochany Czytelniku, że wydarzenie to przemieniło uczniów Jezusa w odważnych Apostołów. Osobiście wyobrażam sobie, że gdy trwali na modlitwie w Wieczerniku, pamiętali naukę i cuda Jezusa, których byli świadkami przez minione lata. Ich serca były pełne miłości i przywiązania do Niego, a radość spotkań ze Zmartwychwstałym i widok Jego wniebowstąpienia z pewnością ich umacniały. Ale to wszystko jeszcze nie wystarczało. Bali się bowiem wyjść poza swój krąg. Bali się publicznie przemawiać i głosić Dobrą Nowinę. Wydawało się im, że najlepiej ochronią to wszystko, co Jezus im zostawił, zamykając się i unikając zagrożeń. Dlatego przebywali zamknięci i zalęknieni w Wieczerniku, nie wiedząc, co robić. Chciało by się troszkę stwierdzić, że zamknęli się tak szczelnie na wszystkich i na wszystko, że do wieczernikowej sali nie byłaby w stanie przecisnąć się nawet najmniejsza myszka.
Wejdźmy jednak nieco głębiej w znaczenie, teologię tego wydarzenia, które stanowi swego rodzaju metę naszych wielkanocnych dywagacji. Dzień zesłania Ducha Świętego bowiem, uważany jest za początek Kościoła, za dzień Jego narodzin. Istnieje - rzecz jasna - kilka inny hipotez, kiedy możemy mówić o początku Kościoła. Zgoła mi najbliższy jest nieco inny moment, a mianowicie rozpoczęcie działalności Jana Chrzciciela. To bowiem właśnie On otaczał się pierwszymi uczniami, rzec można "chrześcijanami". To właśnie On wskazał realnie na Baranka Bożego, Który gładzi grzechy świata. To właśnie On posłał, zgodził się na to, aby Jego pierwsi uczniowie, mogli pójść za Panem Jezusem. To On tym samym i nam pokazuje Jezusa, i nam pozwala iść za Głową Kościoła, jaką jest Chrystus. Inna znowuż hipoteza teologiczna powie, że w scenie ukrzyżowania, kiedy to Serce Jezusa zostaje przebite włócznią i wypływa z Niego Krew i Woda jest zaczynem Kościoła. Upatrujemy bowiem w tym wypływaniu początek dwóch konstytutywnych sakramentów, bez których o Kościele nie ma za bardzo nawet mowy: Woda - symbol wód chrzcielnych i Krew - symbol eucharystycznej Krwi Pańskiej w kielichu mszalnym. I najszerzej spopularyzowana, jeśli można to tak nazwać, hipoteza trzecia początku Kościoła w ogóle to właśnie Zesłanie Ducha Świętego. To wydarzenie stanowi bowiem naprawdę chrzest Kościoła, który narodził się, wychodząc, aby głosić wszystkim Ewangelię. W ten sposób Kościół jako nowa wspólnota rozpoczyna wypełnianie swojej misji, wyrusza w świat dla głoszenia Ewangelii wszystkim ludom. Tego przecież chciał sam Pan Jezus mówiąc: "Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata»". (Mt 28, 18-20). To właśnie mocą zesłanego przez Pana Ducha Świętego Kościół może już podjąć spełnianie zadania, które Jezus mu zostawił. Jest to Kościół, który wyrusza w drogę, aby służyć ludziom, Kościół, który żyje i umacnia się, gdy odważnie głosi Ewangelię, gdy wychodzi na zewnątrz, gdy wychodzi do tych, którzy z jakichkolwiek względów odrzucają lub ignorują przesłanie Ewangelii.
Kochany Czytelniku, oto próbuję wzniecić w Tobie myśl, że właśnie w zesłaniu Ducha przekonujemy się ponownie, że bez Niego nie ma ani misji, ani ewangelizacji - kluczowych elementów działania wspólnoty ludzi wierzących, aby inni ludzie takowymi się wręcz stali! Dzieje Apostolskie pokazują, że to On kontynuuje na ziemi dzieło Chrystusa. Przed wielu laty w jednej ze szkół, w jakich przyszło mi stawać w szranki z nauczaniem młodego człowieka, jeden z nich właśnie sam z siebie powiedział mi z dziecięcą pewnością i przekonaniem, że to Duch Święty jest najbardziej pracowitą Osobą Trójcy Świętej, o czym bardziej przypomnę Ci za tydzień, jeśli Bóg pozwoli i ludzie nie przeszkodzą. Bo - jego zdaniem - największą "robotę" zrobił Bóg Ojciec stwarzając cały wszechświat, ale to dzieło skończył, według Biblii w sześć dni. Nie bez znaczenia oczywiście wielkim dziełem było odkupienie wszystkich ludzi, jakie zrobił Syn Boży. Ale do dziś, przez trzy tysiąclecia, nieprzerwanie, właśnie od sceny zesłania Ducha Świętego - Ten właśnie prowadzi Kościół Boży na każdy dzień i do końca świata.
Wracając jednakże do głównego wątku - to właśnie Duch Święty ożywia Kościół, to On naucza i uświęca, jest obecny w liturgii i sakramentach, bez Niego one nie mają prawa istnieć! Jednoczy, obdarza darami i charyzmatami, z pomocą których kieruje Kościołem. Działalność Ducha Świętego jest widoczna w nauczaniu papieża, biskupów, kapłanów, diakonów, w dziełach miłości podejmowanych przez ludzi wierzących. Jest widoczna w Urzędzie Nauczycielskim Kościoła i zmyśle wiary całego Ludu Bożego. Dlatego Duch Święty porównywany jest do duszy, która ożywia Kościół i dzięki której on żyje. Dzięki działaniu Ducha Kościół jest potężny, a bramy piekielne go nie przemogą, nie są w stanie ulec wobec takiego majestatu Bożego!
Nie możemy również osadzić wydarzenia zesłania Ducha Świętego w jednym tylko i wyłącznie momencie. Nie było, i nie jest tylko jednorazowym działaniem. Duch został dany Kościołowi i działa w nim przez wszystkie pokolenia. Napełnia serca kolejnych pokoleń wierzących, usuwając z nich lęk i obficie ubogacając swoimi darami. To karze nam zakładać z niepisaną pewnością, że Duch Święty został dany także każdemu z nas, czy to w chrzcie świętym, bierzmowaniu, czy - tak jak w moim choćby przykładzie - w momencie święceń. Ale nie możemy Go tylko zatrzymać dla siebie, to tak absolutnie nie działa. To tak samo, jakbyśmy kupili sobie, czy może swoim dzieciom jakąś zabawkę, pięknie i mniej lub bardziej misternie zapakowaną. Po wielu, wielu latach, taka nieodpakowana potrafi niejednokrotnie zyskać wielokrotność swojej ceny, stając się niemałym kolekcjonerskim marzeniem. Tylko... czy jeśli kupisz swojemu dziecku, czy jakiemukolwiek wręcz jakąś zabawkę, życzysz sobie, żeby jej nawet nie otworzył? No właśnie... Tak samo też naszym zadaniem jest nieść Ducha Świętego na cały świat, On nie może być tylko i wyłącznie Twój, tylko i wyłącznie dla Ciebie! Bo przyznaję - można kupić sobie pięć kilo najlepszych, najsłodszych, najjędrniejszych, najsoczystszych truskawek i samemu je zjeść, czego osobiście jestem chodzącym przykładem, (śmiech) ale przynajmniej w założeniu trzeba mieć i to, że podzielisz się z nimi z kimkolwiek, kto Cię odwiedzi! Jest to nasza ogromna odpowiedzialność, bowiem każdy z nas został obdarzony Duchem Świętym w sakramencie chrztu i bierzmowania, o czym zresztą już wyżej wspominałem. Dlatego przeżywając głęboko swoją wiarę, powinniśmy iść przez życie ze świadomością, że nie jesteśmy sami, że to Duch Święty nas poucza, wspiera i umacnia. Pozwala też oczyścić serca z nieuporządkowanych myśli i pragnień, uwrażliwiając na przekaz słowa Bożego.
Ta pomoc polega przede wszystkim na udzielaniu darów Ducha Świętego: mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności i bojaźni Bożej (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, punkt 1831). Dary Ducha Świętego, przyjęte i wykorzystywane osobiście i we wspólnocie, pomagają nam lepiej otworzyć się na słowo Boże, oczyszczają myśli i serca od osobistych wyobrażeń Boga i przygotowują na przyjęcie Jego woli. Jest zatem czymś ogromnie ważnym, abyśmy często odnawiali w sobie i pośród nas wierzących świadomość obecności Ducha Świętego i Jego działania w życiu Kościoła i w naszym życiu osobistym. Abyśmy na co dzień umacniali tę wiarę, że Chrystus może każdemu z nas udzielić przez Ducha Świętego światła i sił, byśmy byli zdolni odpowiedzieć na swe najwyższe powołanie. Abyśmy wzrastali w przekonaniu, że to właśnie Duch Święty działa ożywczo w naszym wnętrzu i sprawia, że możemy w naszej codzienności w jakimś stopniu już tu i teraz doświadczyć tego, co osiągnie pełnię w zbawieniu wiecznym – w zjednoczeniu z Bogiem.
Czytelniku mój szanowny! Módl się dzisiaj, jutro, módl się także często, abyśmy wszyscy byli otwarci na natchnienia Ducha Świętego i z Jego pomocą potrafili wyzwalać się z zamknięć i lęków przed światem. Dzisiaj bowiem bardziej niż kiedykolwiek potrzeba, aby Kościół, który tworzymy, mocno i skutecznie działał pod wpływem Ducha Świętego pomiędzy ludźmi w ich codzienności, czyli tam, gdzie misja Chrystusowa jest bezcenna i konieczna. Jako człowiek bowiem żyjący w mocy Ducha, masz i Ty przecież dawać świadectwo, w tym również świadectwo odwagi i wielkoduszności. To także Twoim zadaniem jako Ucznia Chrystusa Zmartwychwstałego jest odnowić świat przez miłość płynącą z Ducha Świętego. Tym bardziej, kiedy wokół morze nienawiści, bezkresnego pustynie hejtu i oceany obojętności i znieczulicy na zły ludzki los. Innymi słowy - wracając do pytania z początku rozmyślania - czy ten koniec naszej "Mapy Ucznia Zmartwychwstałego" to koniec Twojej drogi? Otóż nie, i takim być nawet nie może! To dopiero początek! To właśnie dzięki Duchowi, którego masz, a Który jest też dla innych bliźnich wskazuje na to, żebyś - owszem - ucieszył się, odpoczął w Duchu w tym naszych symbolicznym "Archipelagu Ducha Świętego", ale żebyś tam nie zasiedział się wielce długo, bo Duch domaga się kolejnego kroku, i następnego, i znowu następnego, bo pragnie Cię zawieźć może do Twojej samotnej matki, może do schorowanego ojca, może do dziecka, które przestałeś rozumieć, może do rodzica, który żyje w swoim średniowieczu, może do Twojego szefa, którego nic nie obchodzisz, może do Twojej podwładnej, która życzy Ci najgorszego, może do wkurzającego Cię od lat sąsiada, może do Twojego znajomego, który "ewidentnie źle głosował w wyborach", może pijaka, który leży na chodniku i nie ma nawet jak zobaczyć drogi do swojej trzeźwości, może do młodego człowieka, który przed chwilą patrząc Ci w oczy przeklina Cię i wyzywa... Nie tylko od wielkich możnowładców zaczyna się lepszy, bądź i gorszy świat. Często to Ty, choć nie zdajesz sobie z tego nawet sprawy, możesz odmienić ten świat - na lepsze, bądź gorsze. Jeśli dasz zapełnić swoje serce Duchem - bardziej prawdopodobnym będzie, że zmienisz ten świat właśnie na lepsze. Wystarczy tylko otworzyć serce, zdjąć zeń metalową zbroję, wyrwać okowy, zburzyć mury i... iść, ba - lecieć!
"Mając życie od Ducha, do Ducha się też stosujmy!" (Ga 5, 25)






Komentarze