Takich Dwóch, jak nas Trzech, to nie ma ani Jednego ;)

 

Jedyne, co tu się nie zgadza zbytnio to to, że jestem lekko wyszczuplony, hehe

Kochany Czytelniku!

Na tym blogu od samego początku miałem zamiar poruszać na tym blogu naprawdę przeróżne tematy, na czele oczywiście z tymi, które dotyczą teologii, gdzieniegdzie zaznaczając oględnie jakiekolwiek inne, które mnie cieszą, które smucą, które denerwują, i którymi żyję. Dlatego czasem przemycę jakiś wątek popularno-naukowy, interesując się przeróżnymi zagadnieniami z tej tematyki, czasem wątek polityczny nie będzie mi tu obcy, a co za tym idzie – Tobie także, i wiele, wiele innych, które mogą nieść zainteresowanie, co ja o tym czy tamtym sądzę, szukając może jakieś nutki opiniotwórczej, której przecież nikt mi nie może zakazać, przynajmniej jeszcze, czas pokaże…

Wśród takiej wielości tematów dziś poruszyć chcę wybitnie teologiczny, niemniej jeden z najtrudniejszych, o ile nie najtrudniejszy do poruszania, mianowicie teraz rzecz rozwodzić się będzie o trynitologię, a mówiąc konkretniej – chcę przybliżyć Ci zagadnienie dogmatu o Trójcy Świętej. Nadszedł bowiem na to czas z tego tytułu, iż kolejna niedziela po Niedzieli Zesłania Ducha Świętego to właśnie uroczystość Trójcy Przenajświętszej, obchodzona w Kościele katolickim. Inne bowiem wyznania chrześcijańskie dotykają tej tajemnicy w czae=sem odrębny sposób. Najtrudniejszy, największy zarazem dogmat to właśnie ten trynitarny. Nie miej mi więc za złe, jeśli wpadnę w jakiś mniej lub bardziej podobny sznyt akademicki wręcz, bo naprawdę niejedna dużo mądrzejsza od mojej głowa próbowała dotknąć tego zagadnienia, i wychodziło jej to zwykle mniej niż bardziej zrozumiale, więc sam będę posiłkował się swoimi prehistorycznymi notatkami z wykładów i ćwiczeń dogmatycznych, jakie przed wielu laty dotykałem na swoich studiach teologicznych w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku. Przyznam Ci się również do tego, Czytelniku, że nawet pamiętam pewne ćwiczenia w tym względzie, jakie miałem okazję wówczas prowadzić, stąd akurat ten jeden kierunek w omawianiu tematu na własnej skórze jednak przeżyłem. A ponieważ finalnie dostałem święcenia kapłańskie – to chyba owe ćwiczenia przeżywszy – nie poszło mi wówczas najgorzej, hehe.

Zajmijmy się jednak wreszcie meritum – Trójcą Przenajświętszą. Na samym początku, kochany Czytelniku, musisz mieć na uwadze fakt tak oczywisty w tym względzie, że aż może Ci uciec Twojej uwadze. Otóż musisz pamiętać znamienną rzecz – BÓG NIE JEST SAMOTNY! Bóg jest we Wspólnocie Osób. Każde dziecko, nastolatek, osoba dorosła, każdy bez względu na zawód, pochodzenie, rasę, czy wyznawaną religię, zna problematykę samotności, więc nie będzie to aż tak pusty wykład. Najprościej byłoby zaapelować każdego, kto będzie czytał te moje wypociny, tym bardziej jeśli mierzyć się będzie z ogromnym i strasznym problemem samotności, tym bardziej w naszych czasach, jak wielka istnieje potrzeba budowania wspólnoty między ludźmi, właśnie biorąc za wzór Wspólnotę Osób Trójcy. W ogóle tak sobie myślę, że żeby zajmować się Trójcą Przenajświętszą, to musisz większą uwagę zwrócić na modlitwę, i to już od samego początku, kiedy to czynimy na swoim ciele znak krzyża, przyzywając przecież obecności Trójjedynego Boga – w imię OJCA i SYNA, i DUCHA ŚWIĘTEGO! Trzy Osoby – Jeden Bóg. Jak to najbardziej przystępnie opisać? Jak przybliżyć Ci ten temat do maksimum?

Najprościej byłoby założyć, i prawdę powiedziawszy na tym się pragnę tutaj skoncentrować, to postawienie nadrzędnego pytania – czy Trójcę Świętą w ogóle da się przedstawić, bo to byłoby najprościej uczynić. Ekspozycja – innymi słowy: Jestem, patrz na mnie, zapamiętaj mnie, i spróbuj opisać. Otóż rozpatrywanie Trójcy Świętej jest rzeczą wybitnie trudną, ale i możliwą do zrealizowania. Skoro więc przedstawienie jest możliwe oznacza to tyle, iż jest przez nas osiągalne. Oczywiście, jasno i wyraźnie musimy tutaj nadmienić, iż żaden człowiek nie jest w stanie przekazać takiej tajemnicy, jak omawiana tajemnica Trójcy, w stopniu całkowitym. Będzie to nieudolna próba wyjaśniania czegoś niewyjaśnianego. Możemy posługiwać się drogą jakieś analogii, czy przewyższania – musimy to mieć cały czas na uwadze. Pozostaje jedynie problem sposobu przekazu tej tajemnicy, co można zawrzeć krótkim aczkolwiek treściwym pytaniem: „JAK to zrobić?”.

Pierwszą formą, elementarną, chciałoby się powiedzieć, jaka nasuwa się każdemu chyba człowiekowi jest, rzecz jasna, obraz. Sztuka malarstwa, rzeźbiarstwa, rysunku, etc. wyraża wiele prawd bliskich człowiekowi. Sztuka nie pomija także prawd większych i mniejszych religii, chrześcijaństwo nie jest tutaj wyjątkiem – ileż to artystów zajmowało się problematyką biblijną, ileż pozostawili po sobie dzieł, a ileż z nich prawdopodobnie nie zachowało się do naszych czasów! Tematyka Trójcy Świętej w malarstwie również odgrywa istotną rolę nawet w dzisiejszym pojmowaniu Wspólnoty Trzech Osób.

Każdy z artystów ma swoją wizję na określone dzieło, chce przekazać jakąś prawdę możliwymi do tego środkami, bądź środkami, które w danym czasie uważało się za najodpowiedniejsze. Trzeba zaznaczyć tę cechę, ponieważ ważną rzeczą w omówieniu tego tematu jest kontekst religijno-kulturowy. Mianowicie inaczej Trójcę będą pojmować katolicy, inaczej prawosławni, inaczej protestanci, etc, co zaznaczałem Ci, kochany Czytelniku, odrobinę z początku moich słów. Ponad tymi podziałami istnieje jednak fakt istnienia Trójcy i zagadnienia nad próbą Jej wyobrażenia i przelania tego na płótno, bądź kawałek wciętego drewna, jak to ma miejsce w przypadku prawdziwych ikon prawosławnych. Chrześcijanie zachodni bardziej bazują na formie abstrakcji: „raczej żywiołowość linii czy obfitość kolorów zapraszają do wejścia w trynitarną hojność wzajemnego obdarowania” – jak czytamy za pewnym wielkim myślicielem, jakim był Bezancon. Chrześcijanie Wschodu natomiast używają do tego ikony, która jest uważana bardziej za samą obecność niż tylko przedstawienie. Stąd cieszy się wielkim kultem, szacunkiem wśród chrześcijan prawosławnych. Ciekawą rzeczą jest fakt, iż w niejednym kościele rzymsko-katolickim, szczególnie podczas niedzieli Trójcy Świętej, gości w prezbiterium najsłynniejsza z ikon, która przedstawia/uobecnia tę tajemnicę. Widać więc, jak bardzo mieszają się pewne elementy w naszym różnym pojmowaniu dogmatów wiary, i to widać właśnie najbardziej w malarstwie, dużo mniej chociażby w śpiewie, o celebracji sakramentów nie wspominając. Bezancon słusznie zauważa, że potrzebna jest tutaj katechizacja wiernych o tej różnicy, którą widać nie w hołdowaniu ikonom na Wschodzie, co bardziej w zaniedbywaniu kultu ikon w Kościele Zachodu.

Najsłynniejsza z ikon - TRÓJCA - autorem jest Andriej Rublow, cytując Wikipedię: "ruski mnich, święty Kościoła Prawosławnego, artysta malarz, żyjący w XIV wieku"

Rzeczą jasną jest, drogi Czytelniku, abyś zachował przy tym zdrowy rozsądek – musisz bowiem pamiętać, że nie czcimy obrazu jako takiego, podobnie zresztą jak nie czcimy Pisma Świętego jako książki – zszytych z sobą odpowiednio wielu kartek papieru.  Właśnie w Biblii czytamy:  „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył (…)” (Wj 20,4-5a). Cały Stary Testament roztropnie zakazuje tworzenia wizerunków Boga, człowieka, etc. Islam podchodzi do problemu jeszcze bardziej rygorystycznie. Kościół prawosławny w obawie przed takim czczeniem ikon (tzw. idolatrią) posunął się do ikonoklazmu, czyli do niszczenia ikon. Był to niezbyt chlubny czas dla historii prawosławia, który trwał ok. 120 lat. W ostateczności jednak przywrócono kult ikon ale od tej pory uważano, aby nie był on „kultem deski” ale drogą do kultu Boga, którego możemy zobaczyć, bowiem ikona w szczególny sposób ma odtąd nawoływać do czci Boga w logice Wcielenia.

Widzimy więc, że dzieło człowieka nie może odbierać kultu ale do niego prowadzić – Czytelniku umiłowany, zapewne byłeś/aś choć raz na Jasnej Górze, - jeśli nie: nadrób to koniecznie jak najszybciej!. I Ty, i ja, i każdy modlił się tam przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Ale nikt z nas nie modlił się do obrazu, ale raczej do Tej, której wizerunek mogliśmy oglądać i go kontemplować. Obraz więc nakierowuje nas na rzeczywistość, jaką ukazuje. Nawet nieraz obserwujemy kogoś ściskającego zdjęcie kogoś bliskiego, czy widzimy zdjęcie u kogoś w portfelu. To zdjęcie pomaga im w łączności z tymi, którzy na takowych widnieją – podobnie jest i z ikonami lub obrazami wiszącymi tak w naszych kościołach jak i domach. Ale wracając do tematu Wcielenia – wizerunek Jezusa, fakt, iż miał ludzkie ciało ma swój wielki wydźwięk w sztuce – jest to Bóg, a oglądamy go będącego jednym z nas – Jezus jest „obrazem Boga niewidzialnego” (jak powie św. Paweł w Kol 1,15). Dzięki sztuce możemy powiedzieć, że ludzka twarz, dzięki inkarnacji Jezusa, ukazuje oblicze Boga. A zatem zanegowanie czci ikony etc, to rozdzielenie natury człowieka od natury Boga, jakie łączył w sobie Jezus.

Bardzo ciekawym wnioskiem jest fakt, iż rzecz podobnie się ma do Eucharystii, którą także małymi kroczkami staram Ci się przybliżać – tak jak ikona, której części składowe pochodzącą ze świata materii ale ukazują rzeczywistość ponadnaturalną, tak Eucharystia, w której w ofierze oddajemy Panu chleb i wino, należące do rzeczywistości materialnej, STAJĄ SIĘ rzeczywistością Boga. Widać więc różnicę w tym, iż ta „ikona” nie jest już tylko znakiem, ale obecnością Boga.

Trzeba wymienić również pewnego rodzaju "wypaczenia" w ukazaniu w sztuce malarstwa tajemnicy Trójcy, takich bowiem nie brakuje, tym bardziej, że przecież zagadnienie jest okrutnie trudne do oddania. No ale w porządku – postaram się sięgnąć tutaj do niektórych różnych wyobrażeń, na jakie może natrafiłeś/aś w swoim życiu, może niektóre Cię zaskoczą. I tak jednym z takich przykładów może być symbol Trójcy w formie trójkąta z tetragramem bądź okiem w środku.

JHWH w Trójkącie

Jest to oczywiście symbol, raz jeszcze podkreślam, i właśnie jako taki nie musi być zestawiany w negatywnym ujęciu, ale w szerszym znaczeniu można wywnioskować, iż taki sposób ukazania Trójcy jest daleki od tajemnicy inkarnacji, o której już Ci wspominałem. W dodatku na niemałą uwagę zasługuje fakt, iż ten symbol widnieje na banknotach dolarowych i nawiązuje do tradycji masońskich – niekoniecznie szanujących wiarę chrześcijańską… 

Fragment banknotu dolara amerykańskiego
Piramidion z banknotu w/w, który jest tzw. "Okiem Opatrzności"

Herb Radzymina

Oprócz tego rodzaju ukazania Trójcy powstały liczne „upotwornione” formy człekokształtnej – ciało o trzech głowach, czy twarz z trzema ustami, etc… Kościół jasno potępił ten sposób ukazania Trójcy, bynajmniej z powodów estetycznych, bardziej przez to, iż to negacja odrębności Osób Trójcy, a wiemy, że taka istnieje i funkcjonuje nawet jako dogmat. Jeszcze inną formą trochę jednak błędnego ukazania Trójcy są tzw. Figurki szafkowe Madonny, które ukazują ją jako Matkę nie Jezusa, ale CAŁEJ Trójcy. Ta musiałaby wtedy w całości przyjąć ludzkie ciało, a tak być nie może. Takie figurki raczej mają ukazać „wewnętrzną Trójcę”, będącą nie w łonie, ale w sercu Maryi, która jest Jej mieszkaniem, świątynią.

Madonna z Dziecięciem Bożym - wersja zamknięta

Madonna z Dzięcięciem Bożym - wersja otwarta, ukazanie Trójcy

Musi zatem istnieć zgodność między natchnieniem autora dzieła a tym, co głosi Pismo Święte. Jezusa zatem słusznie przedstawia się jako mężczyznę, Bóg Ojciec tradycyjnie przedstawiany jest jako starzec z siwą brodą siedzący na tronie, co nie jest sprzeczną z wizją biblijną, wziętą chociażby z księgi Daniela, a Duch Święty w świetle biblii winien być ukazywany jako gołębica bądź pod osłoną ognistych języków. Trzeba jednak zawsze pamiętać, iż wcielony jest tylko Chrystus,  Bóg Ojciec nie ma ciała, tak jak Duch Święty. Istnieje jednak wizja Piety Ojcowskiej, gdzie miejsce Maryi zajmuje uosobiony Bóg Ojciec – wizja ta zakłada nie wcielenie Ojca ale Jego relację do Syna, przez wcielenie także do każdego z nas, a ponieważ niejako „zastępuje” Maryję, także i relację do Niej. Jeszcze inny wydźwięk dostaje ta wizja, gdy powiemy, iż w niejednym psalmie mowa o łonie Ojca – Bóg jest Ojcem i Matką zarazem. Istnieje tu podobieństwo ideowe do „Tronu łaski” – Ojciec jawi się jako współuczestnik męki Jezusa, trzymający krzyż, ukazujący go.  W formie gołębicy nie brak też jeszcze jednego uczestnika tej sceny – Ducha Świętego. Podobny przekaz ma wizja koronacji Maryi, gdzie bardzo często ukazywano i Trójcę.

"Tron Łaski"

Ikona Rublowa, wspominana ciut wyżej, najsłynniejsza z ikon w ogóle na całym świecie, nie ukazuje Trójcy jako takiej – my ją tak najczęściej interpretujemy. Jest to scena z Księgi Rodzaju, Genezis w rozdziale 18 – stąd tytuł właściwy owej ikony to: „Goście Abrahama”. Istnieje wiele interpretacji tej sceny – może to być Syn z aniołami, bądź i sami aniołowie, tradycja widzi jednak w nich Trójcę. Ta wizja zrodziła się jednak późno w obawie przed politeizmem czy idolatrię. Pamiętamy cały czas, iż faktyczne ciało miał Syn Boży, Rublow nie ukazywał tu prawdy o Trójcy ale to, czego doświadczamy w mszy świętej, chrzcie, czy modlitwie. Sam fakt licznych interpretacji kto jest kim na ikonie, co jest za kim w tle ikony, wszystko to wskazuje na jej wyjątkowość. Zwrócić uwagę jednak musimy na relację między postaciami – gesty, kto kogo wskazuje, jak to robi. Ikona ta jest bardzo skomplikowana ale jakże w tym jest piękna! I niech nie zabraknie choćby chwilki zatrzymania się nad nią choćby i tutaj, choćby i teraz. Bo tak naprawdę to sam, wierzę w to gorąco, poczujesz choć w procencie, nie tyle czytając to wszystko powyżej, co właśnie rozważysz oglądając to wybitne dzieło.

Zawsze chciałem zobaczyć siebie w tak cudownej scenerii i w takim wyjątkowym "towarzystwie"


Komentarze

Anonimowy pisze…
💚 Wow, ekstra !
Dzięki za tę sporą dawkę wiedzy. I niezmiennie " Chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa…"

Inne "wypociny"